środa, 6 lipca 2016

PRZEPRASZAMY

Nie wiemy jak dużo osób to przeczyta, ale mamy nadzieję, że jeszcze ktoś tutaj jest!
jesteś?
Jesteś?
JESTEŚ?
daj nam znać, prosimy?

OGÓLNIE
Jak sam tytuł mówi, PRZEPRASZAMY
Tak wiemy, nawaliłyśmy po całej linii
Ostatni rozdział ponad miesiąc temu
NALEŻY NAM SIĘ NIEZŁY OPIEPRZ
rozdział jest już prawie napisany
brak naszej obecności był spowodowany
*brakiem weny
*brakiem czasu
*rokiem szkolnym
ALE JESTEŚMY, ŻYJEMY
także możemy liczyć na jakiś odzew z waszej strony?
jak tam mijają wakacje?
bardzo jesteście na nas źli?
kochacie nas jeszcze?
MAMY NADZIEJE, ŻE KTOŚ ODPISZE CHOCIAŻ KROPKĘ!
Z poważaniem
Sylwia i Basia, dwa duże leniwce



poniedziałek, 16 maja 2016

Rozdział 6

- Ross?
Laura niezbyt dyskretnie zakrztusiła się piciem, a chcąc to ukryć, zrobiła się czerwona jak piwonia. Tłumiła w sobie powietrze pomieszane z drinkiem, a Ansel mierzył a to ją, a to Rossa podejrzliwym wzrokiem.
- Kto to? - zapytał zmieszany brunet widząc dziwne reakcje dwójki wyżej wymienionych. Ci jednak pogardzili udzieleniem odpowiedzi, obdarzając spojrzeniem wszystko znajdujące się w pomieszczenie prócz siebie samych. Próbując trochę ocieplić zdecydowanie zbyt gęstą atmosferę, Esther zaproponowała wspólny grupowy taniec. Zero reakcji. Mimo panującego gwaru zdawać by się mogło, że słychać przysłowiowe świszczenie świerszczy.
- No dobra - warknął zdenerwowany Ansel tą całą dziecinadą - Może rzeczywiście potańczymy? - zwrócił się do blondynki i odchodząc z nią pod ramię, posłał Laurze pełne pogardy spojrzenie. Dziewczyna spróbowała telepatycznie przekazać chłopakowi słowa w stylu "NIE WAŻ SIĘ MNIE ZOSTAWIAĆ", ale ten albo jej nie usłyszał, albo miał gdzieś jej stres sięgający zenitu.
W tle grała właśnie piosenka Bang Bang, kiedy Ross odchrząknął chcąc przerwać najbardziej niezręczną z niezręcznych ciszy.
- A więc... - zaczął, lecz cały trud włożony w te słowa poszedł na marne, gdyż w środku zdania roześmiana Esther wyciągnęła blondyna na parkiet, a jego miejsce zajął czerwony Ansel.
- Już za dużo alkoholu? Dopiero weszliśmy - mruknęła poddenerwowana Laura. Ten jednak tylko wybuchnął śmiechem prosto w twarz dziewczyny, na co ta, wyjątkowo zniesmaczona, pomogła jego klepkom wrócić na miejsce dzięki solidnemu ciosowi prosto w czoło. - Taka jestem zabawna, tak?
- Laura, czemu ty masz metalowe pięści jak jakiś Iron Man - zawołał łapiąc się za brew - A tak w ogóle to tak, jesteś śmieszna. Twoja koleżaneczka właśnie przybliżyła mi cała historię z Rossem. Niezła jesteś.
- Zamknij się, albo cię zabiję. - powiedziała tak poważnie, że nawet siedzący w stoliku obok pryszczaty chłopak pobladł ze strachu.
Minęła druga godzina od wejścia do klubu, a Laura siedzi totalnie znudzona, popijając swoją colę. Przed nią siedział Ross, który nie miał bladego pojęcia jak rozpocząć konwersację z brunetką. A Ansel i Esther zatopieni w swoich spojrzeniach, tańczący wolnego, pijani jak cholera. Po minięciu kolejnych pięciu minut Laura przejechała wzrokiem po parkiecie pełnym ludzi, po czym swój wzrok zatrzymała na Rossie. Obiecała sobie poprawę, nowe znajomości, a tymczasem ma koło siebie drugą osobę i nie potrafi się do niej odezwać. Przyjęła do wiadomości, że skoro ich rodzeństwo się spotyka, oni będą się dość często widywali. No, chyba że znajdę dobre wymówki,hehe. Brunetka głośno westchnęła, czym zwróciła uwagę chłopaka.
- Przejdziemy się?- wypaliła, po czym na niego spojrzała z delikatnym uśmiechem. Blondyn odwzajemnił uśmiech i przytaknął, po czym wyciągnął do niej ramie, za które ona niepewnie złapała. Bardzo powolnym krokiem skierowali się do domu Marano. Przez pierwsze cztery minuty po wyjściu z klubu panowała między nimi cisza, która nie należała do tych najprzyjemniejszych. Gdy odeszli na taką odległość gdzie muzyka nie była słyszalna, Ross kątem oka spojrzał na towarzyszkę. Nie spodziewał się, że Vanessa ma aż tak ładną siostrę.
- Więc jesteś Laura, siostra Vanessy, a dowiem się czegoś więcej?- zagadał z uśmiechem.
- Ogólnie mam 21 lat, studiuję pedagogię i w sumie interesuje się muzyką. A ja usłyszę coś o tobie?
- Jestem w tym samym wieku co ty, tańczę, śpiewam i komponuję.
Słowa chłopaka tak zainteresowały Laurę, że wpatrywała się w niego jak w obrazek. Nie wierzyła, że Vanessa ukrywała go przez tyle czasu. Zdawało jej się, że mają tyle ze sobą wspólnego, że znajdą wspólny język. Zauważyła, że gdy Ross nie jest otoczony staje się bardziej rozmowny.
- Wiedziałeś o związku swojego brata?
- Niestety nie, w ten dzień gdy przyszłaś do nas miałem poznać Vanessę, na początku myślałem że ona to ty, potem zmarnowałem poznanie prawdziwej dziewczyny Rikera.- zaśmiał się i wolną ręką przeczesał włosy.
Szli dobrą godzinę i nie odczuwali bólu stóp czy wieczornego chłodu. Stanęli przy drzwiach domu brunetki i żadne z nich nie wiedziało jak się pożegnać. I pytanie czy w ogóle chcieli to zrobić. Podczas drogi wymienili się numerami. Ich rozmów nie było końca, a Laura cieszyła się że poznała kogoś innego niż tylko Ansel. Pocałowała Rossa w policzek i szybko schowała się do domu. Sama nie wiedziała skąd u niej taka pewność. Chyba za dużo alkoholu, Laura. Za dużo! Karciła się w myślach, idąc do swojego pokoju. Zapomniała o fakcie że nie wypiła ani jednego drinka. Za to blondyn z uśmiechem na twarzy skierował się w stronę domu, wspominając miłą rozmowę z nowo poznaną koleżanką. Podszedł pod drzwi swojego domu i próbował powstrzymać szeroki uśmiech, wkradający się na jego usta. Chwycił za klamkę i wszedł do środka, zdjął trampki w przedpokoju, i skierował się w stronę salonu. Zobaczył tylko swoją starszą siostrę oglądającą bajki na Disney'u.
- Cześć, Rydel.
- Hej, co tak wcześnie?
- Jakoś głowa mnie rozbolała, więc lecę spać. Dobranoc.- dał jej buziaka w policzek i poszedł na górę do swojej sypialni.

*

Kolejny monotonny, poniedziałkowy poranek. Laura wstała godzinę przed budzikiem i skierowała się do kuchni. Przyszykowała swoją ulubioną jajecznicę ze szczypiorkiem i poranną kawę na przebudzenie. Po zjedzeniu śniadania i schowania naczyń do zmywarki, powolnym krokiem wróciła do pokoju. Ubrała się w wybrany wczoraj strój i poszła do łazienki, by zrobić delikatny makijaż i ogarnąć włosy. Gdy wybiła 8 założyła swoje czarne trampki, chwyciła torebkę i wyszła z domu. Wyprowadziła z garażu rower, wsiadła na niego i pojechała na wykłady.
O dziwo na żadnym z trzech wykładów, wykładowcy jej o nic nie spytali. Zadowolona, że już koniec zajęć wyszła z budynku i wróciła do domu. Otworzyła drzwi, weszła do środka, odłożyła klucze na półkę, zdjęła trampki i odetchnęła z ulgą. Usłyszała głośne burczenie w brzuchu, co oznaczało, że jak zwykle po zajęciach jest bardzo głodna. Poszła do kuchni, gdzie spotkała swoją siostrę, nakładającą zapiekankę makaronową.
- Hej, Lau. Co cię wzięło na rower?- zaśmiała się czarnowłosa. Odkąd pamięta jej młodsza siostra, nigdy chętnie nie jeździła z obawy na ruch drogowy.
- W sumie tak jakoś wyszło.- uśmiechnęła się delikatnie.
- Dzisiaj mam imprezę pożegnalną szefa, więc idziesz ze mną, dobrze?- spytała niepewnie Vanessa.
- To że byłam już na jakiejś imprezie, nie oznacza to, że to polubiłam.
- Laura, proszę cię, wyjdź od czasu do czasu gdzieś ze mną.-  Van powiedziała to z takim wyrzutem, że brunetka oderwała wzrok od prawie pustego talerza, westchnęła.
- Dobrze, niech będzie pójdę tam.

*
Laura siedziała w ogromnej sali, przy stoliku w kącie. Patrzyła na tych wszystkich dobrze bawiących się ludzi. Było ich ponad stu jak nie dwustu. Zaczęła grzebać widelcem w grubym kawałku szarlotki i nie zwracała uwagi na głośne otoczenie. Chciała żeby był tutaj ktoś kogo zna, z kim mogłaby pogadać, oczywiście oprócz Vanessy.
- Można?- usłyszała męski głos i spojrzała w górę.
- Jasne, siadaj Ross.- uśmiechnęła się.
- Jestem Riker.- zaśmiał się blondyn, a brunetka spaliła buraka.
- Wybacz, jesteście bardzo podobni.
- Rozumiem. Mogę wiedzieć dlaczego siedzisz tutaj, tak sama? Nie bawisz się?
- Nie lubię tego typu imprez.- zaśmiała się nerwowo i chciała kontynuować, lecz chłopak jej przerwał.
- To tak jak ja, ale dlaczego tutaj siedzisz?
- Jakby to powiedzieć, chcę uszczęśliwić Vanessę, robię to dla niej.- uśmiechnęła się.
- O! Kolejna rzecz wspólna.- uśmiechnął się i wyciągnął w jej stronę dłoń.- Zatańczysz?
Laura delikatnie chwyciła za nią i ruszyli na parkiet. Starsza Marano patrzyła na to z uśmiechem, była zadowolona, że jej chłopak stara się o uznanie u jej siostry.
- Mam nadzieję, że przyjdziesz odebrać futerał od gitary, wiesz gdzie mieszkam, więc zapraszam serdecznie.
Laurze na samo wspomnienie tamtego dnia, chciała od niego uciec, ale cieszyła się, że chłopak z tego żartuje. Postanowiła szybko zmienić temat.
- Kochasz ją?
- Ponad wszystko.
- Nie skrzywdzisz jej?
- Nie śmiałbym.
____________________
ELO MELO 3 2 0 IKS DE
Tak przyznaje się, ja Sylwia próbuje być fajna ehehe
Dziękujemy za ostatnie 8 komentarzy, jesteście superhiperekstra
Mamy nadzieję że rozdział się podoba
Raura gadała ze sobą WOOOOO
Rozdział pisany na telefonie, więc przepraszamy za jakiekolwiek błędy!!
( PS nie mam zamiaru pisania książki, wątpię by ktoś ją w ogóle przeczytał, ale kochane pytanie aw)
pozdrawiamy
kochamy
/Szylwietka i Karmen Not (hehehehe)


poniedziałek, 2 maja 2016

Rozdział 5

Wczorajszy wieczór, pełny wrażeń. Laura cała nabuzowana wróciła do domu i zamknęła się w pokoju. Nie zwracała nawet uwagi na pukanie do drzwi, wiedziała że to Vanessa chce z nią pogadać, ale nie miała na to ochoty. Wkurzyło ją to, że jej starsza siostra ma chłopaka, a ona nic o tym nie wie. Ma świadomość, że nie mają zbyt dobrego kontaktu, ale należało jej się trochę zaufania. A zwłaszcza od własnej, rodzonej siostry. Napełniona emocjami, przebrana w piżamę, zgasiła światło i położyła się spać.

*
Nastąpił sobotni ranek. Godzina 8 rano. Laura otworzyła zaspane oczy, po czym je przetarła. Wstała leniwie z łóżka i przeciągnęła się. Wiadomość, że zostaje w domu i nie idzie na wykłady, pierwszy raz w życiu ją zasmuciła. Musi siedzieć z Vanessą, z którą aktualnie jest pokłócona. Podeszła do szafy, wybrała strój na dzisiaj i skierowała się do łazienki. Wzięła szybki prysznic, gdy wyschła ubrała się. Nałożyła fluid, puder i pomalowała rzęsy. Włosy związała w wysokiego kucyka. Wyszła z łazienki do pokoju i włożyła piżamę pod poduszkę. Robiła wszystko by opóźnić wyjście z pokoju. Gdy poczuła, że jest bardzo głodna, westchnęła i wyszła. Delikatnie stąpała po panelach i przysłuchiwała się, czy czasem Vanessa nie jest w pobliżu. Gdy spostrzegła, że nie ma jej w drugiej łazience, jej pokoju czy salonie, miała nadzieje, że w kuchni też jej nie spotka. No tak, nadzieja matką głupich. Jak tylko przekroczyła próg, zobaczyła czarnowłosą przy stole.
- Hej.- mruknęła pod nosem.
- Cześć, Lau.- powiedziała z uśmiechem. Jak ona może się uśmiechać?
Zaczęła wyciągać potrzebne składniki na omleta, gdy Vanessa się zaśmiała. Brunetka zdziwiona odwróciła się do niej.
- Zrobiłam ci kanapki, są w lodówce.
Laura z wymuszonym uśmiechem schowała jajka, mleko, mąkę i wyjęła talerz z przygotowanym śniadaniem. Wyjęła kubek i nalała sobie soku. Usiadła na drugim końcu stołu i nie zwracała uwagi na siostrę.
- Co ty taka nie w humorze? W ogóle dawno nie widziałam cię z Anselem, coś się stało?- zagadywala Vanessa, powoli popijając kawę. W Laurze już powoli buzowało, dlaczego ona odstawia takie szopki, czy ona serio nie widzi, że coś jest nie tak?- Halo? Ziemia do Laury!
- Ile jesteście razem?- brunetka spojrzała złowrogo na siostrę, oczekując szybkiej odpowiedzi.
- Pięć miesięcy...- szepnęła Van, która wiedziała, że ta rozmowa źle się skończy.
- Kiedy miałaś zamiar mi powiedzieć? Oh, przepraszam. Może chciałaś to ukrywać do waszego ślubu?! Ah, czy może to też byś przede mną zataiła? Myślałam, że chociaż trochę mi ufasz i jesteś w stanie powiedzieć mi, że masz chłopaka.
- Ufam ci, Lau. Tylko zrozum mnie. Nie okazywałaś żadnych emocji, kiedy chciałam ci to powiedzieć. Zlewasz mnie cały czas! A tak nagle interesuje cię moje życie?
- Od zawsze mnie interesowało.
Laura rzuciła jej ostatnie spojrzenie, odstawiła talerz do zmywarki, po czym wyszła z domu. Skierowała się wolnym krokiem do parku. Minęły już cztery dni od jej kłotni z Anselem, a oni dalej się do siebie nie odzywają. Cholernie za nim tęskniła, nie wiedziała co ma zrobić, by on jej wybaczył. Zwalała ciągle na niego winę, a dopiero sama zauważyła jak swoim zachowaniem go krzywdziła. Teraz doceniła jego rolę w jej życiu, że nawet przez jej humorki zawsze przy niej był. Zawróciła się i podeszła pod drzwi jego domu. Wahała się czy zapukać, ale strach przed tym, że on nie chce jej widzieć wygrał i już chciała odchodzić, gdy drzwi się otworzyły. Przerażona odwróciła wzrok w tamtą stronę i zobaczyła jego. Opierał się o witrynę ze smutnym wyrazem twarzy.
- Oh, Ansel.- w jej oczach pojawiły się łzy i rzuciła się chłopakowi na szyję.- Tak bardzo cię przepraszam.
- Już dobrze, piękna. Tęskniłem.- mocniej ją przytulił.

*
Sobota u Lynch'ów w pewnym stopniu rozpoczęła się jak zwykle. Wspólne śniadanie i rozmawianie o planach na dzisiejszy dzień. Tylko jeden członek rodziny siedział cicho i dubał widelcem w swoim omlecie biszkoptowym. Ross od czasu do czasu zerkał na uśmiechnięte twarze rodzeństwa czy rodziców. Jak zwykle nie zwracali na niego uwagi, chyba że z prośbą o podanie czegoś. Chciał wstać od stołu i pójść zamknąć się w pokoju, ale nie chciał robić przykrości swojej matce. Kochał ją i doskonale wiedział że ona jego, nawet gdy on podniesie na nią głos lub popełni błędy. Podziwiał ją jak wspaniale każdego z nich wychowała, jak cudownie przekazała im wiedzę o świecie i pomogła odnaleźć pasję. Dzięki niej Ross gra na gitarze, Riker występuje w Dancing with the stars i można tak dalej wymieniać. Dopiero teraz zauważył jak wszyscy się w niego wpatrują.
- Mogę wiedzieć o co chodzi?- zapytał z lekka zmieszany.
- Pytaliśmy się czy podoba ci się pomysł wyjazdu do Las Vegas.- Rydel spojrzała na niego z błyskiem w oku. Oczywiście chciał odpowiedzieć nie, ale nie mógł zrobić przykrości swojej rodzinie. Właśnie tego w sobie nie lubił, zrobiłby wszystko by osoba nie miała zawodu na nim.
- Tak, pewnnie jedźmy tam.- uśmiechnął się i spuścił wzrok. Gdy kątem oka zauważył, że Stormie wstała od stołu i zaczęła zbierać talerze, szybko zaproponował pomoc i zgarniał kubki po herbacie. Wszedł za kobietą do kuchni i włożył naczynia do zlewu, to samo uczyniła Stromie. Podwinął rękawy i spojrzał na matkę.
- Dzisiaj ja pozmywam.- delikatnie się uśmiechnął co kobieta od razu odwzajemniła.
- Dobrze, synku.- przytuliła Rossa do siebie, co go bardzo zaskoczyło ale przygarnął ją mocniej.

*
Godzina 20:30, dom Marano. Laura stała przed lustrem i dokonywała ostatnich poprawek w wyglądzie przed przyjściem Esther. Blondynka jakimś cudem przekonała dziewczynę na pójście do klubu. Obie miały przyjść z osobą towarzyszącą, taki był plan Esther. Laura pogodzona z Anselem od razu o nim pomyślała i szybko zaproponowała wspólne wyjście na co chłopak się zgodził. Wybiła 20:40 i zabrzmiał dzwonek do drzwi, które szybko poszła otworzyć. W progu ujrzała bruneta, więc szybko się do niego przytuliła.
- Oj, cholernie mi tego brakowało.- zaśmiał się.
Laura zaczęła powoli zbierać się do wyjścia, zgarnęła torebkę, założyła tradycyjnie trampki i ostatni raz poprawiła włosy. Wyszli z domu brunetki i wsiedli do auta Ansela. Z Esther mieli się spotkać na miejscu. Gdy dojechali, szybko znaleźli miejsce do zaparkowania. Stanęli w kolejce do klubu, która nie była aż taka duża, więc niecierpliwej Laurze udało się w niej ustać. Gdy weszli do środka brunetka szybko odnalazła przyjaciółkę wzrokiem, złapała Ansela za rękę i zaczęła przepychać się przez tłum.
- Hej, Es.- pocałowała blondynkę w policzek na przywitanie.
- Hejka, Lau.
Przedstawiła Ansela dziewczynie, a ten jako prawdziwy dżentelmen ucałował jej dłoń, czym spowodował rumieńce na jej twarzy.
- Mój znajomy poszedł do toalety, zaraz będzie.
Jak powiedziała Esther, tak było. Do ich stolika podszedł dobrze znany Laurze- blondyn.
- Ross?
________________
HEEEJKA
kolejny rozdział dodany, juhu
PRZEPRASZAM ŻE JEST KRÓTKI, DOSKWIERA MI BRAK WENY KURCZE
co tam u was misiaczki?
PRZEPRASZAM NAJMOCNIEJ ZA BŁĘDY (pisałam na telefonie eh)
PS kto zostawi po sobie jakiś znak jest fajny (i tak jesteście lel) ale chce wiedzieć ile was jest ehe
/Wasza kochana Sylwiaaaa

piątek, 22 kwietnia 2016

Rozdział 4

Laura od godziny 4:37 siedziała na łóżku wpatrując się spuchniętymi od niewyspania oczyma w półkę z książkami. O czym myślała? Bardzo dobre pytanie. Widząc pożałowanie na jej twarzy można przypuszczać, że o swoim życiu. A dokładniej - o jego braku. Braku życia towarzyskiego. No może nie całkiem "braku", bo miała przecież siostrę, której nie interesował jej los, przyjaciółkę, która miała inne przyjaciółki i Ansela, który zaczynał irytować ją jak tykający zegar... Oni chyba się zaliczają do ludzi, tak? Więc miała życie towarzyskie, tak jakby. Choćby rozmowa ze sprzedawczynią z monopolowego, zawsze coś.
W głębi Laura coraz bardziej miała dość nienawidzenia ludzi. Jasne, byli wkurzający, 3/4 to kretyni, ale nie można mierzyć ludzi miarą innych. Może po prostu miała takiego pecha, że trafiała na samych idiotów? W końcu 1/4 jeszcze jest do przeżycia. Ale gdzie się ona podziała? Pewnie ukrywa się przed światem tak jak Laura, będąc na etapie użalania się nad sobą.
Sprawa, która nie dawała Laurze spokoju, miała na imię Esther.
Jak to jest mieć prawdziwą przyjaciółkę?
Ta rozchichotana panna ciągle chodziła Laurze po głowie. Dopiero około godziny 8 uświadomiła sobie, że tak strasznie pragnie mieć przyjaciółkę. Pewnie - Ansel to świetny kumpel, przyjaciel, brat i takie tam. Ale nie można z nim  gadać o takich dziewczyńskich sprawach... Okres? Dla niego to tylko kilka dni, kiedy Laura zachowuje się jak hiena. Esther by zrozumiała... Chyba.
Szczerze - co Laura mogła o niej tak naprawdę wiedzieć?
Ah, tak. Przecież dzisiaj wykład. Ale coś mi się nie wydaje, żeby nasza Laura się tam wybiera.


*

Esther wyspana i rozradowana widokiem krążącego po niebie słońca, uśmiechnęła się do własnego odbicia w lustrze. Była typem optymisty. Dla niej porażka oznaczała coś w stylu "jak upadnę, to podniosę dwa razy mocniejsza, na dodatek na skrzydłach". Gdyby podzieliła się tą radością z Laurą, ta pewnie skakałaby już pod chmury jak gazela.
Blondynka wrzuciła na siebie kolorowe ciuszki i - bez makijażu, bez śniadania, bez... butów? - ruszyła w stronę domu Lynchów. To była już jej tradycja. Mijała mnóstwo ludzi, którzy wyglądali, jakby zaraz mieli się popłakać. Nie rozumiała tego. Dlaczego ludzie wolą się smucić? Czy to takie trudne zdobyć się na uśmiech? A Esther uśmiech miała jak nikt inny. Nie była może wybitnie piękna, wiedziała to doskonale, tak samo jak cała reszta świata. Ale swoim nastawieniem do życia i najpiękniejszą rzeczą, jaką Bóg ją obdarował - uśmiechem - przyciągała ludzi jak magnez. Prowadziła już nawet kilka kursów antydepresyjnych dla młodych ludzi, na których zarobiła więcej, niż przeciętni ludzie przez pół roku. Cóż, potrafiła każdego wyleczyć ze smutku.
- Królowa wróciła! - krzyknęła na wstępie otwierając drzwi z kopniaka. Na kanapie zastała Rikera, który chyba się nad czymś głowił, albo po prostu lubił czytać gazetę do góry nogami. - Jak tam twoja luba?
Riker dopiero po kilku sekundach zajarzył, że blondynka mówiła do niego. Poderwał się jak na zawołanie, aż okulary spały mu z nosa.
- Bardzo dobrze - jęknął przybierając poważny wyraz twarzy. Zbyt poważny. Czas wkroczyć do akcji.
- Co się dzieje, blondi? - uśmiechnęła się delikatnie i rozczochrała chłopakowi włosy, na co ten prawie niezauważalnie uniósł kąciki ust. Coś go gnębiło i wiedziała to nawet tłusta kobieta jedząca jabłka z obrazu nad telewizorem.
- Wiesz, ona nie daje mi spokoju - westchnął - Mówi, że ma dość ukrywania, a jednak swojej siostrze o nas nie powiedziała. Ona chce, żebym wam ją przedstawił, czaisz? Co na to Ross?
- Żartujesz? Ross umrze ze szczęścia.
- Jasne, to nie taki proste.
- Prostsze niż myślisz, tygrysku. - powiedziała głaszcząc Rikera po plecach, któremu jej dobry humor zaczął się udzielać. Poklepał Esther po ramieniu i wstał widocznie próbując się pozbyć narastającego w nim smutku.
- Może i racja. - usiadł i zaczął wcinać banana. - Wiesz, spotkałem ją wczoraj.
- Kogo?
- Laurę. Oczywiście nie wiedziała, że to ja. W sensie nie wie, że mam cokolwiek z nią wspólnego, z jej siostrą lub czymkolwiek. - chrupnął - Pokazywałem jej kilka chwytów na gitarze. Kiepska z niej uczennica.
Ross wszedł niezauważalnie do kuchni przy salonie i przypadkowo, naprawdę... Jego uszy zaczęły słuchać rozmowy naszej dwójki.
- Też ją widziałam. Nawet gadałyśmy. Jest mega słodka i kochana, tylko o tym nie wie! Albo wie, ale może nie przypadłam jej do gustu i mnie zlała... Nie no, po prostu trzeba jej pokazać, że świat jest czegoś warty.
- Kiedy on wcale nie jest niczego warty. - zawołał Ross zjawiając się w pokoju. - O kim mowa?
Riker i Esther jednocześnie wywrócili oczyma i każde z nich poszło w inną stronę zostawiając Rossa samego z jego negatywną aurą.


*

- Laura, czy ty właśnie grasz w simsy? - ryknęła Vanessa siłując się z suszarką
- Tak. - burknęła tworząc zielonoskórych simów i różowowłose dzieciaki. - Masz z tym jakiś problem?
- Tylko taki, że masz 21 lat.
Laura na przemian klikała lewy przycisk myszy i zdmuchiwała z twarzy kosmyki włosów. Zignorowała uwagę siostry, choć już miała ripostę na końcu języka. Jej simowie właśnie zamieszkali w nowiutkim domu, a jeden z ich sąsiadów dostawał zawału widząc nastolatkę o niebieskiej skórze i żółtych włosach. Usłyszała trzask drzwi, co oznaczało, że panna "zamknij się, jestem starsza" opuściła swoje królestwo. Ale - co zszokowało Laurę bardziej niż śnieg w sierpniu - zostawiła telefon. Przy laptopie siostry. Specjalnie? Nie, z głupoty. To bardzo częste zjawisko w jej wykonaniu.
Nie, kultury.
Szacunku.
Każdy może mieć prywatność.
A kto czytał moje pamiętniki? 
Może Gucio?
Ile dajesz, tyle wraca.
Zamknij się i bierz to.
Pech (nie no, dla Laury szczęście) chciał, że akurat otworzona była rozmowa z kimś o mniej lub bardziej wdzięcznej nazwie "Misiek".
Misiek: Skarbie, sama nic nikomu nie mówisz...
Ja: Tak? Bo mi nie pozwoliłeś.
Misiek: I tak byś jej nie powiedziała.
Ja: Laura jest za głupia, nie zna czegoś takiego jak miłość, wyśmiała by mnie.
Misiek: Moi bracia też nie są zadowoleni... :(
Ja: Riker, błagam cię.
Misiek: No dobra. Postaram się coś z tym zrobić. Nie denerwuj się już.
Ja: (wersja robocza) JESTEM ZA GŁUPIA, TAK? A POKAZAĆ CI GDZIE TWÓJ MÓZG SPOCZYWA OD KILKU LAT? UPS, POPŁYNĄŁ JUŻ ŚCIEKAMI, PRZYKRO MI.
Laura uspokoiła się po chwili i skasowała całą wiadomość. Nie chciała się zniżać do poziomu siostry. A jakież było jej zdziwienie, gdy wchodząc w pełny profil "Miśka" znalazła zdjęcie ów blondyna, przy którym ostatnio zostawiła swój futerał na, ah, gitarę. Czym prędzej weszła na Twitter i wpisała "Riker Lynch" (w tym telefonie była nawet ilość jego włosów na głowie). Obczaiła kilka wpisów chłopaka, aż jej uwagę przykuł niejaki "Rocky Lynch" non-stop twittujący do blondyna. Laura uznała go za "ciacho" i uśmiechnęła się sama do siebie. Po chwili jednak jej twarz zaczęła robić się czerwona ze złości. Czyżby dziewczynie przypomniały się słowa siostry? Dziękując w duchu siłom wyższym, że adres kolesia też był zapisany, włożyła trampki i ruszyła do drzwi ku przygodzie.
Pomińmy fakt, że po dwóch sekundach zdała sobie sprawę, że jest idiotką i wróciła na miejsce. I nawet postanowiła się zrehabilitować i po godzinie leżenia wybrała się na wykłady. Co zrobiła jako pierwsze przekraczając próg uniwersytetu? Zderzyła się z niejakim blondynem, którego chyba już tu kiedyś widziała i możliwe, że w sumie teraz zderzyła się z nim ponownie, ale kto by myślał o takich sprawach.

*

Ross wieczorem wrócił do domu cały poddenerwowany. Jego uczennice trochę za bardzo się do niego przystawiały, no i znowu jakaś łajza na niego wpadła, którą chyba już tam kiedyś widział i możliwe, że w sumie teraz zderzył się z nią ponownie, ale kto by myślał o takich sprawach.
Dwa razy przywalił głową w półkę i dopiero za trzecim zorientował się, że przyczepiona jest do niej karteczka.
Ross? Pewnie ty to czytasz, bo reszta nie zainteresowała by się nawet słoniem w klozecie. A więc, słuchaj - będziemy dzisiaj mieć bardzo, bardzo ważnego gościa i musisz przejąć kontrolę nad domem. Ogarnij Rocky'ego, bo pewnie ogląda z Rylandem Alladyna czy coś w tym stylu, zawołaj Ella i Ryd, bo pewnie się migdalą w pokoju i błagam - posprzątajcie to wariatkowo. Osoba, która dzisiaj tu zawita jest ważniejsza niż prezydent. Liczę na ciebie. Twój najukochańszy, najprzystojniejszy i najmądrzejszy braciszek.
Czyżby Riker postanowił przedstawić rodzince swoją dziewczynę? Na pewno. Ross uśmiechnął się tak szeroko, że zmrużył oczy jak chińczyk, a po jego gałkach ocznych nie było śladu. Rozpoczął przygotowania  w samotności i czym prędzej ruszył na górę, by przebrać się w coś elegantszego.
No, Ross. To twój wieczór.

*

- TU JEST MÓJ TELEFON! - ryknęła Vanessa wparowując do domu. - Mam nadzieję, że nic nie grzebałaś, hę?
- A tu był jakiś telefoooon? - mruknęła Laura zwalając z ramienia torbę i wyciągając notatki z wykładu o fazach depresji.
Vanessa podejrzanie zbyt szybko zakończyła tę rozmowę. Laura odwróciła się i zobaczyła, jak jej siostra szczerzy się do telefonu. Szybko ukryła uśmiech po szalikiem.
- Właśnie się dowiedziałam, że muszę jechać do pracy. Wrócę późno. - zawołała zbyt entuzjastycznie i ponownie wybiegła z domu - jakżeby inaczej - zapominając telefonu. Laura dorwała się do niego i zdążyła przeczytać początek wiadomości od "Misiek", w której chłopak zapraszał ją na kolację na 20. Była 17:30. A może by tak... Nie, nie może przecież tak po prostu poleźć i zapytać o Rikera. A może może? Drzwi nagle się otworzyły, a Laura schowała się pod stołem szybko zostawiając telefon.
- Co robisz pod stołem? - skrzywiła się Vanessa chwytając telefon, po czym znów znikła za drzwiami.
Brunetka złapała torebkę pod pachę.
No, Laura, to twój wieczór.

*

 Młoda panna Marano pod wyznaczony adres dotarła po latach tułaczki. Po drodze myślała, co ma powiedzieć Rikerowi. Że pomyliła adresy, chociaż mieszka 10 kilometrów stąd? Przecież on musi znać ją doskonale - genialnie, świetnie - z opowieści Vanessy. A co ona o nim wie? No, teraz już większość po przejrzeniu telefonu siostry. Ale jedna sprawa nie dawała Laurze spokoju: przecież Riker wiedział, że to Laura siedziała pod drzewem i - zamiast ją wtajemniczyć - nic nie zrobił. Dobra, nauczył ją 1/4 jednego z chwytów. Ale to wszystko. Stanęło na tym, że po prostu powie prawdę. Cóż, czasem trzeba podejść do sprawy na poważnie.
Z trzęsącymi rękami podeszła do drzwi i chwyciła klamkę. Trwała tak przez dłuższą chwilę, po czym trochę zbyt mocno zapukała do drzwi. Po kilku sekundach drzwi uchylił pewien chłopak. Spojrzała na niego z ukosa przypominając sobie obraz Rikera, ale blond czupryna upewniła ją w przekonaniu, że to on.
- Czy my się już kiedyś nie spotkaliśmy? - zaczął niepewnie lustrując Laurę wzrokiem.
- Daj spokój. Nie zgrywaj głupka. Znam ciebie, a ty mnie, koniec tajemnic. - rzuciła i przecisnęła się do środka. - Musimy pogadać. Zrób mi herbatkę, jak możesz. Zapowiada się długa rozmowa.
Blondyn skierował się do kuchni kalkulując wszystko w głowie. Po chwili jednak doznał olśnienia i aż zaksztusił się resztkami kawy z kubka. Brązowe włosy. Brązowe oczy. Szczupła. Identiko jak z opisu Esther. Na dodatek Riker się gdzieś podział, a on jeszcze nie skończył sprzątać.
Dlaczego Vanessa tak szybko się tu zjawiła?!

 Laura nerwowo kręciła się na fotelu przyglądając się zdjęciom na ścianie. Małe bobaski kąpiące się w wannie. Grupka dzieciaków zjadających trawę. Nagle do pokoju wszedł pewien brunet, na widok którego Laurze zrobiło się cieplej na serduchu. Chłopak spojrzał na nią z ukosa po czym szczęka opadła mu na ziemię.
- Ah, to ty jesteś...
- Tak - uśmiechnęła się nieśmiało Laura. Mimo wszystko gotowało się w niej jak nigdy. Cała rodzina Lynchów o nie wie, a ona do dzisiaj nie miała pojęcia kim jest Riker. Życiowy przegryw.

 - Stary, co Vanessa tutaj robi?! Jest po 18! - ryknął Rocky wkradając się do kuchni i zamykając za sobą drzwi.
- A myślisz, że ja wiem? No i gdzie ten kretyn Riker?
Z salonu dobiegł ich pisk. Ross wyleciał sprawdzić co się dzieje. A co się działo? Otóż zastał pewną przerażoną brunetkę stojącą na szafce pod telewizorem, trzymającą w dłoniach wyszywaną diamentami poduszkę z butem w keczupie. Niecodzienny widok? Nie w domu Lynchów.
- Coś się stało? - odparł zbity z tropu blondyn, na co Laura czerwieniąc się zeszła z szafki trąc rękaw.
- No... Znalazłam szczura pod poduszką.... I burgera przy okazji.... - mruknęła wyraźnie zmieszana, na co Ross tylko kiwnął na znak, że rozumie i ryknął na cały dom:
- ELLINGTON.
Po kilku sekundach na schodach zjawił się na wpół ubrany brunet trzymając w dłoni spodnie. Laura zaśmiała się szczerze widząc jego reakcję.
- Co tu, do jasnej Anielki, robi Stefan? I dlaczego żre burgera pod poduszką w salonie? - wycedził blondyn, co rozbawiło Laurę niemiłosiernie, lecz dzielnie wstrzymywała się od śmiechu. Brunet wydukał coś w stylu "ekhe, mhm, omh",  zabrał szczura Stefana i, gubiąc po drodze pasek ze spodni, wbiegł na górę.
- Przepraszam, tak już jest w tym domu, spróbuj się przyzwyczaić - odparł widocznie zrozpaczony Ross składając ręce w geście błagania. Laura obdarzyła go krótkim uśmiechem. Rodzina. Już dawno zapomniała jak to jest ją mieć. - Coś nie tak? - zapytał chłopak widząc niepewną minę dziewczyny. Ta tylko zamrugała chwilę i usiadła ponownie na kanapie.
- Wiesz, u nas w domu jest zupełnie inaczej. - zaczęła marszcząc nos - Moja siostra jest dość sztywna. O wszystko się mnie czepia.
- Tak to jest z młodszym rodzeństwem. Sam taki jestem. - odparł Ross posyłając dziewczynie uśmiech.
- Starszym. Ona jest starsza.
- Riker coś wspominał, że masz młodszą siostrę. A może mi się przesłyszało, nie wiem.
Laura w tym momencie spojrzała na blondyna jak na słonia w basenie.
- Jak to Riker... - mruknęła, ale w tym samym czasie oboje usłyszeli trzask drzwi i do pokoju wbiegła rozchichotana para. Kto to mógł być? Nikt inny jak Riker oraz Vanessa.
Ross i Laura spojrzeli po sobie i nic nie rozumiejąc przenieśli wzrok na niespodziewanych gości.
- Laura? - Vanessie szczęka opadła aż po piwnicę.
- Laura? - powtórzył Ross krzywiąc się.
- Riker? - zdziwiła się Laura porównując w myślach obraz zapamiętanego Rikera z tym, który przed chwilą tu zawitał.
Nagle pokój zapełnił się cichym śmiechem pewnej blondynki, która nie wiadomo skąd znalazła się w pokoju. Esther już chciała coś powiedzieć, ale zanim zdążyła to zrobić, Laura czerwona jak burak ruszyła do wyjścia, Ross blady jak ściana począł wbiegać na schody, a Riker i Vanessa stali na środku pokoju zastanawiając się nad zaistniałą sytuacją.
- Nie wiem, o co chodzi... - zaczął skrzywiony Riker - ale takie sytuacje to tutaj norma. Więc proszę, rozgość się.

*


Hej kaczuszki!
Musieliście trochę czekać, ale i tak mniej niż ostatnio. Wybaczycie? Musicie, hehe.
Nie będę mówiła, kiedy będzie kolejny rozdział, bo mówić sobie mogę, a robić też.
Dlatego rozdział raczej nie pojawi się w tym miesiącu, to tak na 99%. No chyba, że Sylwii się zechce coś napisać. No nie tyle co zechce, co jak wena ją najdzie. A przy szkole to nie jest częste.:)))))))))))))))
Życzę Wam miłej majówki (w którą pewnie pojawi się rozdział, ale ja nic nie mówię) i przeżycia ostatnich dni szkoły.
/CN
PS Ktoś pisał ostatnio egzaminy? I jak Wam poszło?

niedziela, 3 kwietnia 2016

Rozdział 3

- No, opowiadaj. - rzucił Ansel rozsiadając się na krześle naprzeciwko Laury. Na szybie obok ich stolika wisiał ogromny szyld z napisem Paradise. Była to ulubiona kawiarnia tej dwójki. Zawsze siadali przy tym samym stoliku, a właścicielka znała ich od dzieciaka.
- Szczerze?
- Szczerze.
- Poznałam kogoś. - uśmiechnęła się sącząc turecką herbatkę.
- Serio?
- Nie. - burknęła.
Ansel ściągnął brwi w niesmaku. Przypomniał sobie, kiedy to za malucha Laura była najbardziej uśmiechniętą i rozradowaną dziewczynką w okolicy i wzruszył ramionami w lekkim niedowierzaniu.
- Hej, jesteś tu? - brunetka pomachała mu przed nosem chusteczką.
- A ty? Jest tutaj Lola?!
- Miałeś mnie tak nie nazywać! - zdenerwowała się widząc uśmiech przyjaciela. Lolą nazywały ją babcie z sąsiedztwa, kiedy to młoda Marano nie potrafiła jeszcze dokładnie mówić i zagadywała do ludzi mówiąc: Jesem Lola. Laurę wkurzało wszystko, co związane było z dzieciństwem. A najbardziej to, że nawet wtedy Vanessa była bardziej lubiana przez sąsiadów. Weź sobie lizaczka, Vanesso. A ty, Lauro, nie powinnaś jeść słodyczy, zobacz jaka z ciebie jest kluseczka.  - Jesteś okrutny!
Kiedy Ansel wspomniał o powyższej sytuacji, Laura rzuciła na niego takie spojrzenie, że ten zaczął pokładać się ze śmiechu. Oboje nie zauważyli, że poczęła im się przyglądać pewna urodziwa blondynka.
- Niesamowicie śmieszne. - odparła Laura krzyżując ręce.
- Już, przepraszam, skarbie.
- Miałeś mnie nie nazywać skarbem! Przecież w taki sposób nigdy sobie nikogo nie znajdziesz, wszyscy pomyślą, że jesteśmy parą.
- Kiedyś byliśmy. - zarechotał.
- W wieku 5 lat. - ryknęła Laura, na co zachichotała nawet podchodząca do nich właścicielka lokalu.

*

Esther z zainteresowaniem wpatrywała się w parę przyjaciół i chciała podsłuchać czy nie mówią czegoś o Rossie. Rozpoznała brunetkę, która zderzyła się z chłopakiem pod uczelnią. Stwierdziła, że może uda jej się znaleźć idealną partnerkę dla blondyna. Usiadła jakieś dwa stoliki od nich, po złożeniu zamówienia na gorącą czekoladę i pyszny jabłecznik, zaczęła przysłuchiwać się rozmowie przyjaciół i w telefonie zapisywała ciekawostki o brunetce.
- Jak idzie pisanie kolejnych hitów, bąblu?
- Wcale nie jestem jakimś bąblem! Nie mam żadnej weny, kolejny miesiąc siedzę nad tą piosenką i nie mam pomysłów.
*lubi muzykę
- Co robisz w przyszły weekend? Może gdzieś pojedziemy? Plaża? - Ansel szturchnął przyjaciółkę w ramię.
- Oh, Ansel! Dobrze wiesz, że weekendy spędzam nad czytaniem po raz kolejny Niezgodnej.- brunetka teatralnie wywróciła oczami, jakby jej plany były oczywiste. Bo były.
*kocha Niezgodną
- A jak gra na gitarze?- chłopak zaśmiał się, ponieważ wiedział, że Lau nie lubi o tym gadać.
- Mieliśmy o tym nie rozmawiać! Dobrze wiesz, że mi nie idzie! Chcę się nauczyć, ale nie potrafię!- brunet mając dosyć krzyków dziewczyny, wepchnął jej do buzi łyżeczkę z kawałkiem sernika. Esther widząc tą sytuację dość głośno się zaśmiała, brunetka słysząc to z pełną buzią odwróciła się w jej stronę. Ansel widząc to, wiedział że coś się wydarzy, więc wyjął pieniądze na rachunek. Laura wstała i przełknęła ciasto, i podeszła do blondynki.
- Ja ciebie widziałam! Pod uczelnią! Za krzakami!
- To chyba jakaś pomyłka.- Esther delikatnie się uśmiechnęła.
- Naprawdę!
Zrezygnowany Ansel podszedł do dziewczyn i wziął pod ramię przyjaciółkę.
- Witam. Najmocniej przepraszam, za zachowanie koleżanki. Zdesperowana szuka przygód w życiu, z powodu braku chłopaka. Pewnie rozumiesz, a teraz wybacz musimy iść.- brunet puścił oczko dziewczynie, wyprowadzając brunetkę z kawiarni.
chce nauczyć się gry na gitarze
* NIE MA CHŁOPAKA 
Blondynka wiedziała, że z tą dziewczyną nie będzie nudno. Musiała wymyślić tylko plan, jak zapoznać z nią Rossa. W głowie zaczęła tworzyć, coraz to nowsze i dziwniejsze plany dla dwojga.
Uśmiechnięta wstała od stołu zostawiając nienaruszone zamówienie, zapłaciła i wyszła z budynku.

*
Laura i Ansel powolnie wracali w stronę domu brunetki. Dziewczyna tak dokuczała chłopakowi, że w pewnym momencie znalazła się w rowie. popchnięta przez bruneta. Gdy zobaczył grymas złości na twarzy Lau, szybko podbiegł do niej i pomógł jej wyjść. Wie dobrze, że dziewczyna się nie gniewa, bo ta sytuacja to rutyna. Objął ją ramieniem i szli dalej. Głośno westchnął, czym zwrócił uwagę brunetki.
- Czasami zastanawiam się, gdzie podziała się moja mała, szalona Laura.
- Ansel, mam prawie dwadzieścia jeden lat, dorosłam.
- Ale, Laura! Masz dwudziestkę na karku! To młody wiek! Zachowujesz się jak co najmniej sześćdziesięciolatka! Zrób coś w końcu!
- Przestań! Dobrze wiesz, że mam masę roboty! Studia! Szukanie pracy! Nie mam siły na debilną zabawę! Też powinieneś coś zrobić ze sobą!
- Robię! Imprezuje, poznaje nowych ludzi! Mam życie! Masz jeszcze tyle czasu, by zacząć pracę! Wyjdź czasem do ludzi! Mnie kiedyś może zabraknąć!
- Nie mów tak! Nie widzę takiej potrzeby, wystarczysz mi tylko ty! Jeżeli coś ci nie pasuje, idź!
- Wszystko gra! Tylko daje ci do zrozumienia, żebyś zaczęła czerpać radość z życia...
- Ansel! Daj spokój, dorosłam i koniec, to nie dla mnie.
- Laura, nie...
- Anesl, skończyłam dyskusję z tobą. Cześć.
Brunetka odwróciła się i szła w stronę domu. Powstrzymywała łzy, które aż pchały się, by tylko zacząć spływać po jej policzkach. Nigdy nie lubiła się kłócić z Anselem, a od pewnego czasu zdarza im się to dość często. Ona sama, bardzo żałuję że się zmieniła, nie chciała, ale coś ją do tego pchnęło. Dobrze wie, że rani tym siostrę i najlepszego przyjaciela. Ale nie chce być traktowana jak dziecko, chce w końcu się usamodzielnić. Jedna łza wyleciała z kącika oka i powoli zaczęła spływać po jej policzku, którą szybko starła. Szła ze spuszczoną głową, dopóki nie wpadła na jakąś dziewczynę. Podniosła głowę i wymusiła delikatny uśmiech.
- Wybacz, nie patrzyłam jak idę.- chciała ominąć blondynkę, lecz poczuła jej dłoń na ramieniu.- Nie za bardzo wiem, o co chodzi.
- Pewnie zaraz zauważysz, że to ja jestem tą spod uczelni i z kawiarni. Nie myśl, że cię prześladuję czy coś. Mieszkam niedaleko.
- Faktycznie, to ty. Fajnie wiedzieć.- Laura nie miała ochoty na rozmowę, więc zbywała blondynkę.
- Jestem Esther.- dziewczyna wyciągnęła do Lau rękę z szerokim uśmiechem.
- Laura.- brunetka delikatnie odwzajemniła gest blondynki i ścisnęła dłoń nowej koleżanki.
- Przejdziemy się?
- Słuchaj, Esther, muszę iść do domu, siostra ma sprawę.
- Odprowadzę cię.- blondynka zaczęła iść powolnym krokiem, a Laura ruszyła zaraz po niej.
- Nie chcę ci robić kłopotu, dotrę sama, pewnie masz dom w drugą stronę. Serio, nie trzeba.- brunetka zaczęła wymigiwać się, lecz blondynka szła dalej.
- Nie zamykaj się przede mną, Laura. Chcę cię poznać, dom mam w tą stronę co ty, więc nie panikuj.
Ruszyły w stronę domu Laury i zaczęły opowiadać coś na swój temat. Brunetka zeszła też na temat Ansela, widziała jak on na nią spojrzał, więc dlaczego go nie zareklamować. W podobnym kierunku chciała iść Esther, chciała powiedzieć kilka słów o Rossie, ale zdecydowała, że to za wcześnie. Weszły na działkę Laury, a rozmów nie było końca. Podeszły do drzwi wejściowych i uśmiechnęły się do siebie.
- Koniecznie musimy to powtórzyć.- Laura ponownie uśmiechnęła się.- Wybacz, że na początku byłam dość oschła, ciężki dzień po prostu.
- Rozumiem, nic się nie stało. Na pamiątkę naszego spotkania, zdjęcie?- Esther włączyła Snapchata i zrobiły wspólne zdjęcie, które blondynka wstawiła na My story. Przytuliły się na pożegnanie, gdy nagle drzwi się otworzyły, a one odskoczyły od siebie.
- Laura! Ile można czekać! Napisałam do ciebie...- chciała kontynuować, lecz zobaczyła blondynkę.- Czy to nie ty przyszłaś kiedyś na plan do mojego ch... kolegi?
Esther zrozumiała, że Laura nie wie, że Vanessa ma chłopaka, więc musiała kontynuować zabawę, że ona też nic nie wie.
- Tak, to ja. Esther.- wyciągnęła dłoń, którą Van uścisnęła z uśmiechem.- Zmywam się, miło było was poznać.- uśmiechnęła się i pomachała dziewczynom, wychodząc z działki Marano.

*
  Kolejny dzień. Niedzielny poranek. Znaczy, dla niektórych 13, czyli popołudnie. Laura leżąc od godziny z myślą, że jutro o tej godzinie będzie na wykładach, ma ochotę zostać w łóżku na zawsze. Mijały kolejne minuty dnia, a brunetka leżała i rozmyślała. Ma prawie dwadzieścia jeden lat, a doskwiera ją brak pracy. Po głowie chodziły jej ciągle słowa Ansela, które dały jej wiele do przemyślenia. Ciągle próbowała wmówić sobie, że on nie ma racji. Aż w końcu doszła do wniosku, że to ona się myli. Jest wściekła, za to jak go wczoraj potraktowała. Znają się tyle lat, on był zawsze jak go potrzebowała. Nawet z głupich błahostek, na przykład jak zerwał z nią chłopak, mimo że byli ze sobą tylko kilka dni, bo stwierdził, że się pośpieszył. Siedział przy niej i pilnował by nie zadręczała się tym. Tylko jak ma teraz, od tak powrócić do poprzedniej wersji siebie?
Pierwszy krok: zacząć być otwartą na nowe znajomości. 
Gdy wybiła 15, brunetka była ubrana, po śniadaniu i tylko czekała, aż ktoś ją odwiedzi. Miała nadzieję, że Ansel domyśli się, że ma przyjść. Wstydziła się do niego zadzwonić. Usłyszała dzwonek do drzwi i pędem wstała od telewizora. Otworzyła drzwi i jakie było jej zaskoczenie, gdy zastała za nimi listonosza.
- Dzień dobry, myślałam, że nie roznosi się poczty w niedzielę.- uśmiechnęła się.
- Żeby jeszcze było tak dobrze, to nie słyszałem.- zaśmiał się.- Mam paczkę dla pani Vanessy Marano. To tutaj?
- Tak, to moja siostra.- podpisała wszystko i wzięła pudełko od mężczyzny, podziękowała, życzyła miłego dnia i zamknęła drzwi. Poszła do pokoju Vanessy i odłożyła paczkę na jej łóżku. Skierowała się do siebie. Stwierdziła, że nie będzie gniła cały dzień w domu i użalała się nad sobą. Przebrała się  i poszła do łazienki. Związała włosy w kucyka, zrobiła delikatny makijaż i psiknęła się ulubionymi perfumami. Wróciła do pokoju, zgarniając małą torebkę, a do niej, telefon, portfel i klucze. Zarzuciła ją na ramię, a następnie gitarę w futerale. W przedpokoju założyła swoje czarne conversy, a na na nos okulary przeciw słoneczne. Wolnym krokiem skierowała się do parku, który był jakieś dziesięć minut od jej domu. Gdy dotarła na miejsce, usiadła na ławce pod wielkim dębem. Wyjęła gitarę z pokrowca i delikatnie zaczęła jeździć opuszkami palców po strunach, a później robiła to odważniej. Słyszała, że nic z tego nie wychodzi, lecz grała z myślą, że gdy będzie ciągnęła to dalej, jednak coś stworzy. Ze złości walnęła w instrument, gdy spostrzegła, że ktoś koło niej siedzi i się przygląda. Spojrzała w jego stronę, chłopak, blondyn, brąz oczy, słodki uśmiech. O nie?
- Tak ci się przyglądam i to cudne jak zatracasz się w muzyce, ale też trochę wiary w siebie.
- Staram się.- burknęła.
- Widzę to, ale na początku. Źle trzymasz gitarę, odwrotnie i nie ciśnij tak po strunach.- pomógł jej, a ona coraz bardziej się mieszała.- Spróbuj teraz, coś zagrać.
Lekko trzęsącymi się dłońmi, zaczęła jeździć po strunach, jakie było jej zdziwienie, że wyszedł w końcu jakiś płynny dźwięk.
- Dziękuję.- wstała jak oparzona i szybkim krokiem ruszyła w stronę domu. Nie zwracała uwagi na wołanie chłopaka i na to, że zapomniała futerału.
A miałam poznawać nowych ludzi.
___________________
SIEMKA
PRZEPRASZAMY, ŻE ROZDZIAŁU NIE BYŁO! <333
Ale masa spraw na głowie :/ Mamy nadzieję, że nas nie zabijecie ;__;
Mam nadzieję, że się podoba i jest mało błędów! :D
PS PINNI PAY ODPOWIEDZIAŁAM NA TWOJE PYTANIA I DOŁĄCZYŁAM JE DO POPRZEDNICH NOMINACJI <LINKACZ>
/Sylwiaaa i Baśkaaa, kochamy was!

niedziela, 13 marca 2016

LBA

Hej misie <33
Zostałyśmy nominowane do LBA za co BARDZO dziękujemy <3
Nominowały nas trzy super blogerki:
* Zawsze Uśmiechnięta: Ordinary Girl
SERDECZNIE ZAPRASZAMY NA ICH BLOGI <3


Pytania od Zawsze Uśmiechniętej:

1. Jak się dziś czujesz?
Ogólnie dziękuję za pytanie, aw. W sumie jest wszystko w porządku, parę spraw tylko gra na moich nerwach :') Dzisiaj miałam wszystkie fazy: szczęście, smutek i złość. Ale żyje się dalej :D

2. Ulubiona piosenka na dzisiejszy dzień?
NO PRZECIEŻ:

3. Możesz zamieszkać w innym miejscu, jakie to miejsce?
Myślę, że najchętniej wybrałabym Los Angeles :D Bardzo chcę odwiedzić to miejsce <3

4. Ulubiony sport?
Ogólnie sportu nie uprawiam XD ale lubię oglądać mecze siatkówki :)

5. Twój celebrity crush?
Hmm, jeny jest ich kilku ahaha
* Ross Lynch (to na pewno)
* Adam Sandler (uwielbiam gościa)
* Kaiko (świetny koleś)

6. Żelki czy czekolada?
Żelki omnomn
szczególnie te z biedronki XD

7. Twój numer z dziennika?
Mam numer 8 :)

8. Umiesz rysować?
Hahah ogólnie LUBIĘ rysować, ale za bardzo to nie potrafię :D 

9. Jaki jest najlepszy serial na świecie?
O jeeeny 
Uwielbiam A&A 
Jak każdy chyba <333
Ale oglądam też Wspaniałe stulecie XDDD

10. Masz najlepszego przyjaciela/przyjaciółkę?
Oczywiście, że mam <33
Pisze ze mną tego bloga, aw

11. Czytasz mojego bloga?
OOO no pewnie! Super blog, świetny pomysł na historię i nie mogę doczekać się ciągu dalszego :**
/Dziękuję za pytania- Sylwia <333

Pytania od Emi Delly R5er:

1. Skąd się wziął pomysł na historię na waszym blogu?
Ogólnie myślałyśmy o nowym blogu po połowie tamtego. Długo myślałyśmy nad fabułą i w końcu mamy nadzieje, że wymyśliłyśmy coś oryginalnego i w sumie ciekawego :D Wydarzenia w rozdziałach są trochę z życia, a reszta to takie, które chcemy by się wydarzyły.

2. Ulubiona książka?
S: Gwiazd naszych wina
B: Harry Potter/ Igrzyska śmierci

3. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
S/B: NIEEE. Ogólnie jest tak, że my mamy potrzebę poznać osobę z charakteru by stwierdzać, takie fakty :)

4. Jaki masz znak zodiaku?
B: lew
S: bliźnięta
5. Kim chcesz zostać w przyszłości?
S/B: NIE MAMY POJĘCIAAAAA

6. Ulubiony cytat/powiedzenie?
S: Dlaczego tak bardzo starasz się dopasować, skoro urodziłaś się po to by odstawać?
B: Tak młody jak teraz już nigdy nie będziesz

7. Jakie masz hobby?
S/B: muzyka, książki i pisanie <333

8. Jakbyś opisała siebie w dwóch słowach?
B: niezdecydowana, rozkojarzona
S: wstydliwa, zabawna
(to było trudne XD)

9. Ulubiona pora roku?
S: latoooo
B: wiosnaaa

10. Ulubiona słodycz?
B: lizaki <3
S: żelki z biedry omnomn

11. Co sądzisz o moim blogu, jeśli go czytasz?
S: świetny pomysł, super się go czyta, szacuneczek za tak długie rozdziały ! <3
B: Bardzo mi się podoba, jest dojrzale napisany z bardzo ciekawą fabułą :) Czekam na nexta!

Pytania od Pinni Pay

1. Kiedy nowy rozdział na blogu?

Dzisiaj dodany! Nareszcie XD


2. Ulubiony kolor?
Różowy, of course <333


3. Twoje największe marzenie i dlaczego właśnie to?
EKHM NIE MÓWI SIĘ BO SIĘ NIE SPEŁNIĄ 


M&G Z R5
KTOŚ COŚ MÓWIŁ?

4. Co byś zrobiła gdyby R5 było w twoim mieście?

E no pewnie poszła do pracy, zarobiła na bilet i jechałabyyym do nich <33 


5. Czy lubisz jakiś serial? Jaki i dlaczego?
HMM 
A&A NA PEWNO- superhiperzaje serial, fajna historia (?) dzięki niemu znalazłam w końcu swoich idoli i wgl no kto tego nie kocha HELOŁ?

6. Czy mnie kojarzysz z czegokolwiek? 

Eee no pewka? Gadamy sobie koleżanko.
Pamiętaj o kozie :))))

7. Chcesz już wakacje i masz dość szkoły jak ja?

KOCHAM SZKOŁĘ
UCZCIE SIĘ WSZYSCY 
TAK CHCĘ!!!

8. Myślisz nad swoją przyszłością? Jak będzie wyglądać?

Czasami się tam zdarzy
wcale nie ma się pewności, że tak będzie :D
Więc żyjmy teraźniejszością :***

9. Ideał twojego chłopaka to?
Nie ma ideałów ;))))))
Nie czas na chłopaków
Po co nam oni potrzebni :)))

10. Czy lubisz mojego bloga?

O no pewnie! Kochaaam <3 czekam na rozdziały misia <333 
(ZNOWU: pamiętaj o kozie :)))
KC


PS PRZEPRASZAMY ZA BRAK ROZDZIAŁU W TĄ NIEDZIELE! WYBACZCIE, KOCHAMY WAS! <33
PS2 COŚ SIĘ DZIEJE Z KOLORAMI AHA :))))



sobota, 5 marca 2016

Rozdział 2

  Kolejny poniedziałek. Laura zmęczona wczesnym wstawaniem na studia, ponownie zaspała. Zerwała się z łóżka i biegiem ruszyła po schodach na śniadanie. Vanessa pijąc kawę w kuchni, słysząc głośne dreptanie stóp siostry, przewróciła oczami i wstała, by przygotować Laurze jajecznicę. Brunetka cała roztrzepana wbiegła do kuchni i o mało nie wyrwała drzwi od lodówki. Van podeszła do niej i przed nosem zamknęła urządzenie. Laura spojrzała na nią zdziwiona, z podniesioną prawą brwią.
- Idź się wyszykuj, ja ci zrobię śniadanie.- młodsza Marano uśmiechnęła się do siostry i szybkim krokiem skierowała się do swojego pokoju.- Zawiozę cię na studia!- krzyknęła za siostrą czarnowłosa. Laura uśmiechnęła się pod nosem, że ma jakieś dodatkowe pięć minut. Poszła do łazienki, szybko oczyściła twarz i związała włosy w kucyka. Po umyciu zębów wzięła się za makijaż. Nałożyła dopasowany fluid, potem puder, a następnie pomalowała rzęsy. Weszła z powrotem do swojej sypialni i sięgnęła po przygotowane wczoraj ubrania do szkoły. Zabrała torbę, dodatkowo psiknęła się nowo kupionymi perfumami. Zeszła ponownie do kuchni i na widok jajecznicy na talerzu szczerze uśmiechnęła się do siostry. Spojrzała w telefon i gdy zobaczyła, że powinna już powoli zbierać się do wyjścia, zjadła śniadanie w niecałe cztery minuty. Usłyszała jak siostra wychodzi z domu, więc sięgnęła po swoją torbę i wychodząc z domu zamknęła go na klucz. Vanessa siedziała już w samochodzie na podjeździe, a Laura bez żadnych emocji wsiadła na miejsce pasażera.
- Może jakiś uśmiech, co? Kolejny dzień w szkole, jeeej.- Vanessa w duchu śmiała się z grymasu na twarzy brunetki.
- Taa, hura kolejny dzień w tej debilnej szkole!- Laura ze sztucznym uśmiechem "wkręciła żaróweczki".
- Sama chciałaś iść na studia, nie obwiniaj za to całego świata.
- Ale powiedz mi, czy to co jest na wykładach przyda się w moim życiu? Jakoś nie sądzę, że zostanę sławnym pedagogiem.
- Oj, Lau. Nigdy nie wiadomo co przyniesie przyszłość.
Podczas dalszej drogi nie odzywały się do siebie, a było tylko słychać pomrukiwanie Laury do piosenek z radia. Gdy dojechały na miejsce, Laura sięgnęła po torbę do tyłu i chwyciła za klamkę i wyszła z samochodu.
- Miłego dnia w szkole, siostrzyczko.- Van pomachała brunetce z uśmiechem.
- Taa, cześć.- zamknęła drzwi auta i zaczęła kierować się na uczelnie. Miała jeszcze jakieś dziesięć minut do wykładu. Zmyślona, rozglądała się po okolicy, gdy nagle na kogoś wpadła. Z jej rąk wypadła torba, z której wysypały się książki. A osobie poszkodowanej- papiery. Oboje krótko na siebie spojrzeli, ale szybko zaczęli zbierać rzeczy z ziemi. Chłopak oddał już pełną torbę brunetce, a ona jego kartki.
- Hej, jestem Ro...- wyciągnął do Laury rękę, lecz ona ją odtrąciła i ruszyła w stronę wejścia mówiąc pod nosem Nie mam na to czasu. Akurat gdy podeszła pod salę lekcyjną, zadzwonił dzwonek. Westchnęła, najchętniej leżałaby teraz w swoim łóżku, oglądając wyciskacze łez i zajadając się smakołykami. Niestety, musi chodzić  na wykłady gostka, który myśli że jest mądry i wszyscy go słuchają. Zajęła swoje standardowe miejsce, czyli ostatnią ławkę pod oknem i oczekiwała na życiowe przemyślenia wykładowcy. Lekcja trwała już od dwudziestu minut, a brunetka powoli zasypiała.
- Panno Marano, widzę jak zaciekawił panią dzisiejszy temat, więc proszę powiedzieć, jaką radę dałaby pani osobie z myślami samobójczymi?- Laura w myślach wymyślała najgorsze przekleństwa na profesora. Podniosła głowę i głośno westchnęła.
- Skoro chcą się zabić dlaczego tego nie zrobią? Skoro uważają się za gorszych, to dlaczego nie chcą się poprawić? A gdy mają problemy...- chciała kontynuować, lecz nauczyciel jej przerwał.
- Wystarczy, widzę że ktoś tutaj wstał lewą nogą. Wracając do naszego tematu...- Laura położyła głowę na ławce, zapowiada się dłuuuugi dzień.

*

Ross wrócił do domu zadowolony, że przyjęli go na uczelnie jako nauczyciela tańca, gdy przeszedł próg budynku, mina mu zrzedła na widok zakochanych na kanapie. Rydel i Ell karmili się słodkimi truskawkami i śmiali się w niebo głosy. Nagle ktoś poklepał go po ramieniu i przytulił po bratersku.
- Spoko, bro. Jak to mówią miłość i sraczka, przychodzi znienacka.- Rocky poklepał ponownie blondyna i powoli się skradał, by zabrać parze kilka owoców, lecz w zamian dostał kapciem Rydel.
Ross zdziwiony patrzył cały czas na bruneta, skąd w nim taka dobroć dla młodszego brata i kto w ogóle tak mówi. Cicho zaśmiał się pod nosem i skierował się do swojego pokoju.
- I jak Ross? Masz tą pracę?- zagadała do niego uśmiechnięta Rydel, gdy przechodził przez salon.
- Tak, dostałem ją.- odwzajemnił uśmiech blondynki i poszedł do pokoju..
Przebrał się w ulubione dresy i wziął do rąk gitarę, nawet nie zaczął grać, gdyż ktoś wszedł do jego pokoju. Dobrze wiedział kto, bo jedynym członkiem w tym domu nie pukającym jest nie kto inny, jak Ryland.
- Tak, pewnie. Możesz wejść.- powiedział sarkastycznie blondyn.
- Braciak, posłuchaj tego!- Ryland zaczął puszczać remixy popularnych piosenek, a Ross patrzył na brata z podziwem jak angażuje się w swoją pasję.
- Dobra robota! Podoba mi się! - przybił mu piątkę, a młody zadowolony wyszedł z jego pokoju.
Ross ponownie chcąc się zrelaksować wziął gitarę do rąk i zaczął dalej pracować nad piosenką, którą zaczął pisać jakieś dwa miesiące temu. Nie mając wcale weny, zdenerwował się, więc włączył ulubioną playlistę i zaczął wymyślać ruchy na zajęcia taneczne, które miał rozpocząć za tydzień. Tańczył około godzinę, zmęczony poszedł pod prysznic. Ubrany i odświeżony, wyszedł z łazienki, lecz podskoczył z przerażenia, bo na jego łóżku siedziała Esther.
- Heej?
- Cześć, kociaku.- zaśmiała się perliście dziewczyna.
- Co cię do mnie sprowadza?
- Śledziłam ich!
- Ale kogo?- blondynka przełożyła palec do ust chłopaka.
- Csssi! Jeszcze to usłyszy! Śledziłam Rikera i jego dziewczynę.- powiedziała szeptem.- Mam nawet kilka zdjątek! Pokaże ci!
Esther weszła w swoją galerię zdjęć i zanim ominęła ze sto swoich zdjęć, trochę minęło. Za chwilę włożyła w jego dłonie, telefon ze zdjęciami.
- Ale tutaj prawie nic nie widać! Ona stoi tyłem, a połowa obrazu to twój gruby palec!
- Dobra, dobra. Nie cwaniakuj tak! Może lepiej opowiesz o ślicznej brunetce spod uczelni? Hmm?- dziewczyna znacząco poruszyła brwiami.
- Nie ma o czym tutaj gadać.
- Ooo, Rossiak dostał kosza od dziewczyny? Jak mi przykro!- wytarła teatralnie łezkę spod oka.
- Jak masz mi uprzykrzać życie, to opuść mój pokój.
- Nie tak agresywnie, rumaku. Już sobie idę.- dała przyjacielowi buziaka w policzek i wyszła z jego sypialni. Powoli schodziła ze schodów, gdy obok niej na górę wchodził Rocky, dziewczyna jak nigdy nic podstawiła brunetowi nogę. Chłopak niczego nieświadomy, spadł jak sprężynka na dół, wstał i otrzepał się.
- Niech to szlag, znowu to samo.
Blondynka zaśmiała się i podeszła do Rocky'ego.
- Wszystko w porządku?- położyła dłoń na jego ramieniu.
- Tak, pewnie. Nic mi nie jest, silny mężczyzna ze mnie.- brunet jak najszybciej chciał się znaleźć w swoim pokoju, by wymasować obolałą rękę. Dziewczyna widząc, że kolega blefuję, poszła w stronę kuchni. Nie zwracając uwagi na Rikera, wyjęła sok z lodówki i zaczęła pić.
- Jasne, poczęstuj się.
- A co właśnie robię?- blondynka spojrzała na blondyna, jak na idiotę i schowała napój. Odwróciła się w stronę chłopaka i zobaczyła, jak szeroko uśmiecha się do telefonu. Usiadła na przeciwko niego i stukała paznokciami o stół, by zwrócić uwagę Rikera.
- Kiedy ją przedstawisz?
- Nie wszyscy są na to gotowi.- mruknął blondyn.
- Co masz na myśli?
- Ross zrobił mi delikatną awanturę, że mu nie ufam i tak dalej. Myślę, że to jeszcze nie czas, by ją poznali.
- Może Ross, potrzebuje dziewczyny, ale nie jestem pewna. Ale powinieneś im, ją przedstawić, jak najszybciej.
Esther dała buziaka w policzek chłopakowi i wyszła z domu Lynch'ów.

*
Laura czterdzieści minut temu wróciła z uczelni, cała zdenerwowana, że na każdym wykładzie ktoś musiał się o coś spytać. Po zjedzonym obiedzie, weszła do pokoju, rzuciła torbę w kąt i walnęła się na łóżko. Nie minęło nawet pięć minut i usłyszała dzwonek telefonu. Machnęła tylko ręką i próbowała zasnąć. Komórka dzwoniła jeszcze cztery razy, gdy ktoś otworzył z hukiem drzwi.
- Do cholery, czy ty wiesz jak ja się o ciebie martwiłem?!- chłopak podszedł do przyjaciółki i zaczął nią potrząsać.
- Ansel! Daj mi spokój!
Brunet wszedł na łóżko dziewczyny i zaczął skakać, krzycząc wstawaj, doprowadzając Laurę do szaleństwa. Złapała chłopaka za nogę, powodując jego upadek.
- Pożałujesz.- spojrzał na nią z chytrym uśmiechem, przerzucił brunetkę przez ramię i zaczął kierować się do wyjścia. Wyszli na zewnątrz, a brunet nie miał zamiaru postawić dziewczyny na ziemię, więc szedł w stronę parku. Znali się dobre 16 lat. Dziewczyna zawsze wiedziała, że może na niego liczyć. Poznali się dzięki temu, że on przeprowadził się obok niej. Piłka przeleciała mu na jej podwórko, więc przeszedł przez płot po nią. Nie miał pojęcia, że jest obserwowany przez młodą Marano, która widząc go na jej podwórku, zaczęła krzyczeć, że mają złodzieja w ogrodzie. Wybiegła na dwór z pluszowym psem, którym rzuciła w chłopczyka mówiąc bierz go, chłopak podszedł do przerażonej dziewczyny i po prostu ją przytulił. Wracając. Nie zwracał uwagi, gdy dziewczyna mamrotała żeby postawił ją na ziemię lub na pojedyncze uderzenia w plecy. Gdy dotarli do fontanny w centrum parku, dopiero usadził ją na ławce.
- Mam nogi, wiesz?- warknęła brunetka.
- Oj, kochanie. Wiem to nie od dziś. Widzę, że księżniczka nie w humorze.- pstryknął ją w nos.
- Przestań, Ansel.
- Mamy poważny problem widzę.- złapał dziewczynę za rękę i pociągnął w górę.- W takim razie, na poprawę humoru zabierasz mnie na ciastko i pyszną kawę.
- Ale ja nawet nie zdążyłam wziąć portfela z domu!
- No wiem, głuptasku. To ja cię zabieram do tej kawiarni.- brunet objął przyjaciółkę ramieniem i ruszyli w stronę knajpki.
_________________________________________
HEEEEJKA
Przybywam z nooowym rozdziałem <3333
Mam nadzieję, że się podoba!
I ogólnie dodałam Ansela do bohaterów :D 
Do napisania misiaczki :**
Ups, miałam dodać w niedzielę XD
/Szylwia, która źle spała i nie może kręcić szyją