niedziela, 13 marca 2016

LBA

Hej misie <33
Zostałyśmy nominowane do LBA za co BARDZO dziękujemy <3
Nominowały nas trzy super blogerki:
* Zawsze Uśmiechnięta: Ordinary Girl
SERDECZNIE ZAPRASZAMY NA ICH BLOGI <3


Pytania od Zawsze Uśmiechniętej:

1. Jak się dziś czujesz?
Ogólnie dziękuję za pytanie, aw. W sumie jest wszystko w porządku, parę spraw tylko gra na moich nerwach :') Dzisiaj miałam wszystkie fazy: szczęście, smutek i złość. Ale żyje się dalej :D

2. Ulubiona piosenka na dzisiejszy dzień?
NO PRZECIEŻ:

3. Możesz zamieszkać w innym miejscu, jakie to miejsce?
Myślę, że najchętniej wybrałabym Los Angeles :D Bardzo chcę odwiedzić to miejsce <3

4. Ulubiony sport?
Ogólnie sportu nie uprawiam XD ale lubię oglądać mecze siatkówki :)

5. Twój celebrity crush?
Hmm, jeny jest ich kilku ahaha
* Ross Lynch (to na pewno)
* Adam Sandler (uwielbiam gościa)
* Kaiko (świetny koleś)

6. Żelki czy czekolada?
Żelki omnomn
szczególnie te z biedronki XD

7. Twój numer z dziennika?
Mam numer 8 :)

8. Umiesz rysować?
Hahah ogólnie LUBIĘ rysować, ale za bardzo to nie potrafię :D 

9. Jaki jest najlepszy serial na świecie?
O jeeeny 
Uwielbiam A&A 
Jak każdy chyba <333
Ale oglądam też Wspaniałe stulecie XDDD

10. Masz najlepszego przyjaciela/przyjaciółkę?
Oczywiście, że mam <33
Pisze ze mną tego bloga, aw

11. Czytasz mojego bloga?
OOO no pewnie! Super blog, świetny pomysł na historię i nie mogę doczekać się ciągu dalszego :**
/Dziękuję za pytania- Sylwia <333

Pytania od Emi Delly R5er:

1. Skąd się wziął pomysł na historię na waszym blogu?
Ogólnie myślałyśmy o nowym blogu po połowie tamtego. Długo myślałyśmy nad fabułą i w końcu mamy nadzieje, że wymyśliłyśmy coś oryginalnego i w sumie ciekawego :D Wydarzenia w rozdziałach są trochę z życia, a reszta to takie, które chcemy by się wydarzyły.

2. Ulubiona książka?
S: Gwiazd naszych wina
B: Harry Potter/ Igrzyska śmierci

3. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
S/B: NIEEE. Ogólnie jest tak, że my mamy potrzebę poznać osobę z charakteru by stwierdzać, takie fakty :)

4. Jaki masz znak zodiaku?
B: lew
S: bliźnięta
5. Kim chcesz zostać w przyszłości?
S/B: NIE MAMY POJĘCIAAAAA

6. Ulubiony cytat/powiedzenie?
S: Dlaczego tak bardzo starasz się dopasować, skoro urodziłaś się po to by odstawać?
B: Tak młody jak teraz już nigdy nie będziesz

7. Jakie masz hobby?
S/B: muzyka, książki i pisanie <333

8. Jakbyś opisała siebie w dwóch słowach?
B: niezdecydowana, rozkojarzona
S: wstydliwa, zabawna
(to było trudne XD)

9. Ulubiona pora roku?
S: latoooo
B: wiosnaaa

10. Ulubiona słodycz?
B: lizaki <3
S: żelki z biedry omnomn

11. Co sądzisz o moim blogu, jeśli go czytasz?
S: świetny pomysł, super się go czyta, szacuneczek za tak długie rozdziały ! <3
B: Bardzo mi się podoba, jest dojrzale napisany z bardzo ciekawą fabułą :) Czekam na nexta!

Pytania od Pinni Pay

1. Kiedy nowy rozdział na blogu?

Dzisiaj dodany! Nareszcie XD


2. Ulubiony kolor?
Różowy, of course <333


3. Twoje największe marzenie i dlaczego właśnie to?
EKHM NIE MÓWI SIĘ BO SIĘ NIE SPEŁNIĄ 


M&G Z R5
KTOŚ COŚ MÓWIŁ?

4. Co byś zrobiła gdyby R5 było w twoim mieście?

E no pewnie poszła do pracy, zarobiła na bilet i jechałabyyym do nich <33 


5. Czy lubisz jakiś serial? Jaki i dlaczego?
HMM 
A&A NA PEWNO- superhiperzaje serial, fajna historia (?) dzięki niemu znalazłam w końcu swoich idoli i wgl no kto tego nie kocha HELOŁ?

6. Czy mnie kojarzysz z czegokolwiek? 

Eee no pewka? Gadamy sobie koleżanko.
Pamiętaj o kozie :))))

7. Chcesz już wakacje i masz dość szkoły jak ja?

KOCHAM SZKOŁĘ
UCZCIE SIĘ WSZYSCY 
TAK CHCĘ!!!

8. Myślisz nad swoją przyszłością? Jak będzie wyglądać?

Czasami się tam zdarzy
wcale nie ma się pewności, że tak będzie :D
Więc żyjmy teraźniejszością :***

9. Ideał twojego chłopaka to?
Nie ma ideałów ;))))))
Nie czas na chłopaków
Po co nam oni potrzebni :)))

10. Czy lubisz mojego bloga?

O no pewnie! Kochaaam <3 czekam na rozdziały misia <333 
(ZNOWU: pamiętaj o kozie :)))
KC


PS PRZEPRASZAMY ZA BRAK ROZDZIAŁU W TĄ NIEDZIELE! WYBACZCIE, KOCHAMY WAS! <33
PS2 COŚ SIĘ DZIEJE Z KOLORAMI AHA :))))



sobota, 5 marca 2016

Rozdział 2

  Kolejny poniedziałek. Laura zmęczona wczesnym wstawaniem na studia, ponownie zaspała. Zerwała się z łóżka i biegiem ruszyła po schodach na śniadanie. Vanessa pijąc kawę w kuchni, słysząc głośne dreptanie stóp siostry, przewróciła oczami i wstała, by przygotować Laurze jajecznicę. Brunetka cała roztrzepana wbiegła do kuchni i o mało nie wyrwała drzwi od lodówki. Van podeszła do niej i przed nosem zamknęła urządzenie. Laura spojrzała na nią zdziwiona, z podniesioną prawą brwią.
- Idź się wyszykuj, ja ci zrobię śniadanie.- młodsza Marano uśmiechnęła się do siostry i szybkim krokiem skierowała się do swojego pokoju.- Zawiozę cię na studia!- krzyknęła za siostrą czarnowłosa. Laura uśmiechnęła się pod nosem, że ma jakieś dodatkowe pięć minut. Poszła do łazienki, szybko oczyściła twarz i związała włosy w kucyka. Po umyciu zębów wzięła się za makijaż. Nałożyła dopasowany fluid, potem puder, a następnie pomalowała rzęsy. Weszła z powrotem do swojej sypialni i sięgnęła po przygotowane wczoraj ubrania do szkoły. Zabrała torbę, dodatkowo psiknęła się nowo kupionymi perfumami. Zeszła ponownie do kuchni i na widok jajecznicy na talerzu szczerze uśmiechnęła się do siostry. Spojrzała w telefon i gdy zobaczyła, że powinna już powoli zbierać się do wyjścia, zjadła śniadanie w niecałe cztery minuty. Usłyszała jak siostra wychodzi z domu, więc sięgnęła po swoją torbę i wychodząc z domu zamknęła go na klucz. Vanessa siedziała już w samochodzie na podjeździe, a Laura bez żadnych emocji wsiadła na miejsce pasażera.
- Może jakiś uśmiech, co? Kolejny dzień w szkole, jeeej.- Vanessa w duchu śmiała się z grymasu na twarzy brunetki.
- Taa, hura kolejny dzień w tej debilnej szkole!- Laura ze sztucznym uśmiechem "wkręciła żaróweczki".
- Sama chciałaś iść na studia, nie obwiniaj za to całego świata.
- Ale powiedz mi, czy to co jest na wykładach przyda się w moim życiu? Jakoś nie sądzę, że zostanę sławnym pedagogiem.
- Oj, Lau. Nigdy nie wiadomo co przyniesie przyszłość.
Podczas dalszej drogi nie odzywały się do siebie, a było tylko słychać pomrukiwanie Laury do piosenek z radia. Gdy dojechały na miejsce, Laura sięgnęła po torbę do tyłu i chwyciła za klamkę i wyszła z samochodu.
- Miłego dnia w szkole, siostrzyczko.- Van pomachała brunetce z uśmiechem.
- Taa, cześć.- zamknęła drzwi auta i zaczęła kierować się na uczelnie. Miała jeszcze jakieś dziesięć minut do wykładu. Zmyślona, rozglądała się po okolicy, gdy nagle na kogoś wpadła. Z jej rąk wypadła torba, z której wysypały się książki. A osobie poszkodowanej- papiery. Oboje krótko na siebie spojrzeli, ale szybko zaczęli zbierać rzeczy z ziemi. Chłopak oddał już pełną torbę brunetce, a ona jego kartki.
- Hej, jestem Ro...- wyciągnął do Laury rękę, lecz ona ją odtrąciła i ruszyła w stronę wejścia mówiąc pod nosem Nie mam na to czasu. Akurat gdy podeszła pod salę lekcyjną, zadzwonił dzwonek. Westchnęła, najchętniej leżałaby teraz w swoim łóżku, oglądając wyciskacze łez i zajadając się smakołykami. Niestety, musi chodzić  na wykłady gostka, który myśli że jest mądry i wszyscy go słuchają. Zajęła swoje standardowe miejsce, czyli ostatnią ławkę pod oknem i oczekiwała na życiowe przemyślenia wykładowcy. Lekcja trwała już od dwudziestu minut, a brunetka powoli zasypiała.
- Panno Marano, widzę jak zaciekawił panią dzisiejszy temat, więc proszę powiedzieć, jaką radę dałaby pani osobie z myślami samobójczymi?- Laura w myślach wymyślała najgorsze przekleństwa na profesora. Podniosła głowę i głośno westchnęła.
- Skoro chcą się zabić dlaczego tego nie zrobią? Skoro uważają się za gorszych, to dlaczego nie chcą się poprawić? A gdy mają problemy...- chciała kontynuować, lecz nauczyciel jej przerwał.
- Wystarczy, widzę że ktoś tutaj wstał lewą nogą. Wracając do naszego tematu...- Laura położyła głowę na ławce, zapowiada się dłuuuugi dzień.

*

Ross wrócił do domu zadowolony, że przyjęli go na uczelnie jako nauczyciela tańca, gdy przeszedł próg budynku, mina mu zrzedła na widok zakochanych na kanapie. Rydel i Ell karmili się słodkimi truskawkami i śmiali się w niebo głosy. Nagle ktoś poklepał go po ramieniu i przytulił po bratersku.
- Spoko, bro. Jak to mówią miłość i sraczka, przychodzi znienacka.- Rocky poklepał ponownie blondyna i powoli się skradał, by zabrać parze kilka owoców, lecz w zamian dostał kapciem Rydel.
Ross zdziwiony patrzył cały czas na bruneta, skąd w nim taka dobroć dla młodszego brata i kto w ogóle tak mówi. Cicho zaśmiał się pod nosem i skierował się do swojego pokoju.
- I jak Ross? Masz tą pracę?- zagadała do niego uśmiechnięta Rydel, gdy przechodził przez salon.
- Tak, dostałem ją.- odwzajemnił uśmiech blondynki i poszedł do pokoju..
Przebrał się w ulubione dresy i wziął do rąk gitarę, nawet nie zaczął grać, gdyż ktoś wszedł do jego pokoju. Dobrze wiedział kto, bo jedynym członkiem w tym domu nie pukającym jest nie kto inny, jak Ryland.
- Tak, pewnie. Możesz wejść.- powiedział sarkastycznie blondyn.
- Braciak, posłuchaj tego!- Ryland zaczął puszczać remixy popularnych piosenek, a Ross patrzył na brata z podziwem jak angażuje się w swoją pasję.
- Dobra robota! Podoba mi się! - przybił mu piątkę, a młody zadowolony wyszedł z jego pokoju.
Ross ponownie chcąc się zrelaksować wziął gitarę do rąk i zaczął dalej pracować nad piosenką, którą zaczął pisać jakieś dwa miesiące temu. Nie mając wcale weny, zdenerwował się, więc włączył ulubioną playlistę i zaczął wymyślać ruchy na zajęcia taneczne, które miał rozpocząć za tydzień. Tańczył około godzinę, zmęczony poszedł pod prysznic. Ubrany i odświeżony, wyszedł z łazienki, lecz podskoczył z przerażenia, bo na jego łóżku siedziała Esther.
- Heej?
- Cześć, kociaku.- zaśmiała się perliście dziewczyna.
- Co cię do mnie sprowadza?
- Śledziłam ich!
- Ale kogo?- blondynka przełożyła palec do ust chłopaka.
- Csssi! Jeszcze to usłyszy! Śledziłam Rikera i jego dziewczynę.- powiedziała szeptem.- Mam nawet kilka zdjątek! Pokaże ci!
Esther weszła w swoją galerię zdjęć i zanim ominęła ze sto swoich zdjęć, trochę minęło. Za chwilę włożyła w jego dłonie, telefon ze zdjęciami.
- Ale tutaj prawie nic nie widać! Ona stoi tyłem, a połowa obrazu to twój gruby palec!
- Dobra, dobra. Nie cwaniakuj tak! Może lepiej opowiesz o ślicznej brunetce spod uczelni? Hmm?- dziewczyna znacząco poruszyła brwiami.
- Nie ma o czym tutaj gadać.
- Ooo, Rossiak dostał kosza od dziewczyny? Jak mi przykro!- wytarła teatralnie łezkę spod oka.
- Jak masz mi uprzykrzać życie, to opuść mój pokój.
- Nie tak agresywnie, rumaku. Już sobie idę.- dała przyjacielowi buziaka w policzek i wyszła z jego sypialni. Powoli schodziła ze schodów, gdy obok niej na górę wchodził Rocky, dziewczyna jak nigdy nic podstawiła brunetowi nogę. Chłopak niczego nieświadomy, spadł jak sprężynka na dół, wstał i otrzepał się.
- Niech to szlag, znowu to samo.
Blondynka zaśmiała się i podeszła do Rocky'ego.
- Wszystko w porządku?- położyła dłoń na jego ramieniu.
- Tak, pewnie. Nic mi nie jest, silny mężczyzna ze mnie.- brunet jak najszybciej chciał się znaleźć w swoim pokoju, by wymasować obolałą rękę. Dziewczyna widząc, że kolega blefuję, poszła w stronę kuchni. Nie zwracając uwagi na Rikera, wyjęła sok z lodówki i zaczęła pić.
- Jasne, poczęstuj się.
- A co właśnie robię?- blondynka spojrzała na blondyna, jak na idiotę i schowała napój. Odwróciła się w stronę chłopaka i zobaczyła, jak szeroko uśmiecha się do telefonu. Usiadła na przeciwko niego i stukała paznokciami o stół, by zwrócić uwagę Rikera.
- Kiedy ją przedstawisz?
- Nie wszyscy są na to gotowi.- mruknął blondyn.
- Co masz na myśli?
- Ross zrobił mi delikatną awanturę, że mu nie ufam i tak dalej. Myślę, że to jeszcze nie czas, by ją poznali.
- Może Ross, potrzebuje dziewczyny, ale nie jestem pewna. Ale powinieneś im, ją przedstawić, jak najszybciej.
Esther dała buziaka w policzek chłopakowi i wyszła z domu Lynch'ów.

*
Laura czterdzieści minut temu wróciła z uczelni, cała zdenerwowana, że na każdym wykładzie ktoś musiał się o coś spytać. Po zjedzonym obiedzie, weszła do pokoju, rzuciła torbę w kąt i walnęła się na łóżko. Nie minęło nawet pięć minut i usłyszała dzwonek telefonu. Machnęła tylko ręką i próbowała zasnąć. Komórka dzwoniła jeszcze cztery razy, gdy ktoś otworzył z hukiem drzwi.
- Do cholery, czy ty wiesz jak ja się o ciebie martwiłem?!- chłopak podszedł do przyjaciółki i zaczął nią potrząsać.
- Ansel! Daj mi spokój!
Brunet wszedł na łóżko dziewczyny i zaczął skakać, krzycząc wstawaj, doprowadzając Laurę do szaleństwa. Złapała chłopaka za nogę, powodując jego upadek.
- Pożałujesz.- spojrzał na nią z chytrym uśmiechem, przerzucił brunetkę przez ramię i zaczął kierować się do wyjścia. Wyszli na zewnątrz, a brunet nie miał zamiaru postawić dziewczyny na ziemię, więc szedł w stronę parku. Znali się dobre 16 lat. Dziewczyna zawsze wiedziała, że może na niego liczyć. Poznali się dzięki temu, że on przeprowadził się obok niej. Piłka przeleciała mu na jej podwórko, więc przeszedł przez płot po nią. Nie miał pojęcia, że jest obserwowany przez młodą Marano, która widząc go na jej podwórku, zaczęła krzyczeć, że mają złodzieja w ogrodzie. Wybiegła na dwór z pluszowym psem, którym rzuciła w chłopczyka mówiąc bierz go, chłopak podszedł do przerażonej dziewczyny i po prostu ją przytulił. Wracając. Nie zwracał uwagi, gdy dziewczyna mamrotała żeby postawił ją na ziemię lub na pojedyncze uderzenia w plecy. Gdy dotarli do fontanny w centrum parku, dopiero usadził ją na ławce.
- Mam nogi, wiesz?- warknęła brunetka.
- Oj, kochanie. Wiem to nie od dziś. Widzę, że księżniczka nie w humorze.- pstryknął ją w nos.
- Przestań, Ansel.
- Mamy poważny problem widzę.- złapał dziewczynę za rękę i pociągnął w górę.- W takim razie, na poprawę humoru zabierasz mnie na ciastko i pyszną kawę.
- Ale ja nawet nie zdążyłam wziąć portfela z domu!
- No wiem, głuptasku. To ja cię zabieram do tej kawiarni.- brunet objął przyjaciółkę ramieniem i ruszyli w stronę knajpki.
_________________________________________
HEEEEJKA
Przybywam z nooowym rozdziałem <3333
Mam nadzieję, że się podoba!
I ogólnie dodałam Ansela do bohaterów :D 
Do napisania misiaczki :**
Ups, miałam dodać w niedzielę XD
/Szylwia, która źle spała i nie może kręcić szyją



niedziela, 28 lutego 2016

Rozdział 1

Dawno, dawno temu, na obrzeżach Los Angeles mieszkały sobie dwie siostry. Mimo różnic, które je dzieliły, kochały się bardzo. Zawsze zgadzały. Pomagały sobie w trudnych chwilach. Vanessa, dziewczyna o kruczoczarnych włosach, skazana na sukces. Laura, brunetka o wielkim sercu, której w życiu udało się jedynie nauczyć grać na pianinie (dodam, po 5 latach ćwiczeń). Po wyjeździe rodziców kontakt między nimi nieco osłabł, obie dziewczyny na pewien czas zamknęły się w sobie. Po kilku latach jednak, ich relacje odrobinę się poprawiły, lecz to wciąż nie było to samo. Różnice między nimi zaczęły być coraz bardziej zauważalne. Może i w pewien sposób ze sobą rywalizowały, jednak nie zmienia to faktu, że kochały się ponad wszystko. W zasadzie z powrotem udało im się zbliżyć tylko dzięki pewnej historii. Historii, którą zaraz Wam opowiem.

*

Vanessa zdążyła uchylić drzwi mieszkania, gdy jej uszu dobiegł potwornie zgrzytliwy dźwięk. Skrzywiła się machinalnie i czym prędzej ruszyła w stronę salonu, porzucając po drodze zakupy na środku korytarza.
- Laura. - mruknęła krzyżując ręce na piersi.
Na satynowej kanapie siedziała szczupła brunetka, usilnie próbująca złapać na gitarze F-dur. Na jej twarzy malował się paskudny grymas, mówiący tyle co "łatwiej jest zlecieć z chińskiego muru i się nie zabić".
- Przecież nie da się rozstawić palców na trzech progach - jęknęła Laura i od razu złapała się za palec, który nienaturalnie wygiął się o jakieś 50 stopni. Od miesiąca wciąż siedziała z gitarą w ręce, i, brzydko mówiąc, gucio z tego wychodziło. Myślała, że może się do tego nie nadaje, ale skoro Vanessie się udało, jej też powinno. Wspomnienia dotyczące nauki gry na pianinie były znacznie bardziej przyjemne.
Brzdąkała jeszcze kilka minut, aż uszy w końcu jej odpadły, a opuszki palców poczęły przypominać dorodne, wściekle bordowe buraki. Wtedy dobiegły ją wrzaski Vanessy. Znużona weszła do kuchni, a na jej twarzy zagościł kpiący uśmieszek. Jej siostra drugi dzień z rzędu magicznym cudem umieściła partię świeżych naleśników na suficie. Ściekał po nich miód, uporczywie kapiący na białe kafelki.
Laura teatralnie zaklaskała w dłonie i zanim zdążyła pociągnąć Vanessę za rękaw, na głowie czarnowłosej wylądował spalony po bokach naleśnik.
Witamy w willi przedstawicielek rodu Marano, pomyślała kąśliwie Laura.

*

Riker Lynch wraz z Ellingtonem Ratliffem od przeszło godziny montowali wannę. Delikatnie mówiąc, nie szło im to najlepiej. Wystarczy spojrzeć na tony folii i wody porozlewanej na około.
- Może po prostu wezwiemy jakiegoś specjalistę? - zapytała Rydel, powstrzymując kolejny wybuch złości.
- A może po prostu pozwolicie specjaliście wkroczyć do akcji? - burknął Ross, który od dłuższego czasu musiał prędko skorzystać z toalety. Już nie raz radził sobie z zapchanym zlewem, przeciekającym kranem i tego typu pierdołami. Wmontowanie wanny zajęłoby mu może z 15 minut. Aczkolwiek był tu prócz Rylanda najmłodszym dzieciakiem, "dzieciakiem", i nikt nie pozwalał mu na "wkroczenie do akcji".
W tym momencie do łazienki wleciał rudy piesek z czarnym ogonem i tego samego koloru ciapkami na uszach i pyszczku.
- A kto to, kto przyszedł do tatusia, no kto? - ryknął Ross i począł szorować małą Kiarę szczotką po plecach. Zwierzak tak się ucieszył, że z radości posiusiał się na środku toalety. Rydel jęknęła, a Riker niczego nieświadomy stanął skarpetką prosto w żółty płyn i poślizgnął się waląc czaszką w krawędź wanny.
Witamy w willi przedstawicieli rodu Lynch, pomyślał kąśliwie Ross.

*

Kiedy Vanessa podejrzanie zbyt radośnie śpiewała pod prysznicem, Laura przeklinała w duchu samą siebie. Od kilku tygodni szukała pracy, niestety niezbyt jej szło. Prawdę mówiąc przeszukała dosłownie wszystkie lokalne gazety, a propozycji pracy było jak kot napłakał. Inna sprawa, że podczas studiów niezbyt ma się czas na choćby jedzenie, a co dopiero pracę. Chciałaby być taka jak Vanessa. Kobieta sukcesu, której w życiu nie wyszła jedynie siostra (pozbawione sensu słowa Laury). Chociaż czarnowłosa od jakiegoś czasu dość dziwnie się zachowuje. Laura chciała to sprawdzić, lecz siostra zbywała ją wymówkami godnymi dzieci z klasy czwartej podstawówki.
Vanessa w samej bieliźnie i turbanie na głowie wyszła z łazienki śpiewając Shower Becky G. Znów uśmiechała się jakby to miał być ostatni dzień jej życia. Laura widząc zachowanie siostry raz po raz wywracała oczami, lecz po chwili zaczęły ją od tego boleć powieki. Już wychodziła z pokoju, gdy stało się coś, co w domu sióstr Marano nie było codziennością.
- Laura, mogę ci powierzyć pewną tajemnicę? - zapytała starsza dziewczyna okrywając się kołdrą. Laura zlustrowała ją pełnym niepokoju spojrzeniem.
- Jasne. - przytaknęła, gdyż ze zdziwienia tylko na to ją było stać.
Vanessa znów uśmiechnęła się niczym czarownica i oparła głowę na dłoniach.
- No wiesz... - zaczęła - Bo od jakiegoś czasu, jak może zauważyłaś, jestem dziwnie szczęśliwa...
- Nie ukrywam, nie dało się tego nie zobaczyć.
- A więc... - czarnowłosa spojrzała na obojętną minę siostry i zrezygnowała z ciągu dalszego. Laura od kilku miesięcy była sarkastyczna i ironiczna niczym samotna babcia z dziewięcioma kotami całkowicie odizolowana od świata. Irytowało ją to do tego stopnia, że momentalnie robiła się cała czerwona na twarzy. Tym razem się powstrzymała i na pożegnanie rzuciła coś w stylu "Jeszcze nie dojrzałaś do takich spraw", po czym wyszła z pokoju jak nigdy nic. Laura, nie kryjąc żalu i zawiedzenia, wzniosła ręce do nieba i idąc w kierunku łazienki prawie zabiła się o własne nogi.

*

Ellington i Rydel od jakiegoś czasu ciągle szeptali między sobą. Wkurzało to całą rodzinkę, w szczególności Rossa, którego, nie oszukujmy się, wszystko denerwowało. Riker siedział i szczerzył się do telefonu. Rocky słuchał muzyki robiąc, próbując robić, naleśniki. Ryland zaginął w akcji. Ross więc siedział jak ten kołek i głaskał Kiarę wymyślając coraz to gorsze uwagi na temat rozpiszczanych narzeczonych. Psiak raz po raz machał ogonem, wylizywał i tak już całą mokrą od śliny dłoń blondyna. Zdawać by się mogło, że rozpoczął się kolejny, standardowy dzień w domu Lynchów. Złudne przypuszczenia.
Rozległo się pukanie do drzwi. Nikt nie zwrócił na to szczególnej uwagi, więc padło na Rossa. Ociągając się chłopak ruszył do wejścia, gdy jego wzrok padł na okno. Zobaczył za nim multum różnokolorowych balonów. Gdy uchylił drzwi, zdębiał.
- No hej! - ryknęła blondynka wparowująca do domu jakby nigdy nic.
Chłopak westchnął. Była to Esther, przyjaciółka rodziny, która zawsze zjawiała się znikąd i po nic. Oczywiście, nie można zaprzeczyć, że Lynchowie ją lubili. Dziewczyna miała z nimi świetny kontakt, szczególnie z Rossem, jednak to nie był dobry czas na wesołe pogawędki. Od kilku miesięcy wszyscy sztywno się zachowywali. Było to spowodowane zaręczynami Ella i Rydel. Rodzinka wprawdzie cieszyła się, ale to już nie było to samo, co kiedyś. Nie grali wieczorami w Twistera ani w butelkę, bo para wolała spędzać czas na osobności. Rydel coraz rzadziej gotowała, gdyż wychodziła z narzeczonym do restauracji. Zdarzyło się też kilka razy, że para wyprowadzała się na kilka dni. Jednak wszyscy chcieli, by byli oni szczęśliwi, więc nie protestowali.
- Estheeeer - mruknął Ross i przytulił dziewczynę, która wbiegła do salonu z prędkością światła.
- Riker! Dlaczego nic nie powiedziałeś?
Wszyscy zwrócili się w stronę Esther trzymającą jakieś dwadzieścia napompowanych helem balonów. Riker zmarszczył brwi w geście zdezorientowania. Wszyscy popatrzyli po sobie. Esther westchnęła i rozsiadła się na fotelu ukazując zgrabne nogi.
- No co. Przyniosłam dobre wieści, których Riker nie potrafi z siebie wydusić od, hmm, ile to już będzie... z 5 miesięcy. No dawaj kaczucho. - uniosła brwi i skrzyżowała ręce na piersi. Kolorowa sukienka podkreślała fikuśny kolor oczu blondynki.
Riker zrobił się czerwony jak piwonia i naciągnął rękawy. Chciał z siebie coś wydusić, ale niezbyt mu to szło. Skończyło się na marnym "emm.. hem..." z jego strony.
- Riker ma dziewczynę. - powiedziała szeptem i ukazała rząd białych zębów. Wszystkie oczy zawiesiły się na Rikerze, który wycierał spocone dłonie o spodnie. Wstał i bez słowa wyszedł z pokoju.
Rossa tak zatkało, że aż ślina pociekła mu z otwartej buzi. Otrząsnął się po dłuższej chwili, gdy rodzinka wraz z Esther pogrążyła się w głębokiej dyskusji. Z panującego zamieszania usłyszał tylko kilka krzyków - "szatynka", "wysoka", "ładna". Wstał i poszedł szukać brata. Znalazł go po kilku minutach w łazience.
- No co? - warknął starszy blondyn widząc Rossa w odbiciu lustrzanym. - Chciałem mieć trochę prywatności.
- A my? Przecież jesteśmy rodziną. Powinniśmy się wspierać. - powiedział z wyrzutem Ross, na co Riker wywrócił oczami. Chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał i na pożegnanie rzucił coś w stylu "Jeszcze nie dojrzałeś do takich spraw", po czym wyszedł z pokoju jak nigdy nic. Ross, nie kryjąc żalu i zawiedzenia, wzniósł ręce do nieba i idąc w kierunku salonu prawie zabił się o własne nogi.


A więc doczekaliście się!
Oto rozdział pierwszy.
Pisałam go kilka dni, bo ciągle mi coś nie pasowało i wyszło na to, że niezbyt jestem zadowolona z efektu końcowego. Wenę oczywiście szlag trafił, dlatego lałam trochę wody.
Obiecuję, że to się zmieni!
/CN
Rozdziały będą pojawiać się w każdą niedzielę.


niedziela, 21 lutego 2016

Prolog

     Zapewne zacznę jak we wszystkich typowych historyjkach, ale chyba zawsze trzeba się przedstawić na początku. Przecież musicie wiedzieć czyją historię czytacie. Więc, jestem Laura Marano. Mogę na tym skończyć? Nie lubię się przedstawiać, szczególnie gdy muszę opowiadać o moim nudnym życiu. Nie będę już was zanudzała, po prostu powiem kilka "ciekawostek" na mój temat. W listopadzie skończę 21 lat, także jestem pełnoletnia, juhu. Mam brązowe włosy i oczy, w miarę znośną figurę i jestem zdrowa, jak ryba w wodzie. Uprzedzając wasze pytanie, nie, nie mam chłopaka. Interesuję się muzyką, a konkretnie grą na pianinie i śpiewem. Jako mała dziewczynka grałam w kilku filmach i czasami zastanawiam się, czy nie wrócić do aktorstwa. Chodzę na studia pedagogiczne, na których nie powiem, nieźle mi idzie. Mam starszą siostrę, która pracuje w jakimś studiu telewizyjnym, tak dokładnie, nie wiem gdzie moja siostra pracuje. Nigdy mi się nie chwali, więc nie naciskam. Nasi rodzice wiecznie w trasie, różne chore delegacje lub zmiany pracy. Nie chcąc z Van ciągle podróżować, wybrałyśmy Los Angeles na miejsce naszego stałego pobytu. Mieszkamy tutaj dobre cztery lata i muszę powiedzieć, że jest tutaj znakomicie. Super pogoda, pełno ciekawych miejsc i wiele innych plusów tego miasta. Myślę, że wystarczy na mój temat. Jestem ciekawa, jak dalej potoczy się moje na razie nudne życie.
___________________________
WOOP WOOP
Przybywam z prologiem!
Więc od razu mówię, to mój drugi prolog w życiu i pewnie nie wyszedł ale cssi, nie lubię ich pisać 
Cieszę się, że już w jeden/ dwa dni mamy 3 obserwatorów <333
Więc tak R5 Forever (czytasz to?) jak tak to dedykacja jest dla ciebie, taka mini nagroda za pierwszy komentarz <3333
A no i pani Carmellovxd (jesteś?) chce cię powiadomić, że czytam już twojego bloga, zostało mi jakieś 19 rozdziałów do nadrobienia! <333
Dobra już was zostawiam w spokoju XD
Kocham was 
/ Szylwia, która jest szczęśliwa


sobota, 20 lutego 2016

Notka powitalna

Cześć, kochani!
Tutaj nie kto inny jak wasze ulubione autorki. :')
Zaczynamy nowego bloga z nadzieją, że Wam się spodoba
Nie możemy się pogodzić z myślą, że to już koniec LYAE, ale cóż - trzeba iść dalej. Nie będę przynudzać, powiem tylko, że bardzo się cieszymy, że nadal z nami jesteście.
PS Tak, zmieniłam nazwę (do Sylwii: ODWAL SIĘ OD NIEJ), bo tamtą wymyślałam tak na szybko i była beznadziejna, nie oszukujmy się. XD Ta też nie jest najlepsza, ale może bardziej kreatywna. XD
PS 2 Prolog powoli nadchodzi.
PS 3 SYLWIA KOCHA MOCNIEJ EHE